Stąpam de­likat­nie marze­niami po chwiej­nym już gruncie nie zat­rzy­muje się roz­chy­lam nostalgię mrużę per­wer­sję pos­trze­gam ustami wy­rażam oczami niepew­ny umysł zamieniam na ko­cie ruchy tak posłuszne skinieniom. Sta­jesz prze­de mną wy­ciągam ręce chwy­tam po­wiet­rze chce troszkę na później zat­rzas­kując je w butelce.


stąpam-de­likat­nie-marze­niami-po chwiej­nym-już-gruncie-nie-zat­rzy­muje-ę-roz­chy­lam-nostalgię-mrużę-per­wer­sję-pos­trze­gam
uciekinierkaastąpamde­likat­niemarze­niamipo chwiej­nymjużgruncieniezat­rzy­mujesięroz­chy­lamnostalgięmrużęper­wer­sjępos­trze­gamustamiwy­rażamoczaminiepew­nyumysłzamieniamnako­cieruchytakposłuszneskinieniomsta­jeszprze­demnąwy­ciągamręcechwy­tampo­wiet­rzechcetroszkęna późniejzat­rzas­kującje w butelcestąpam de­likat­niede­likat­nie marze­niamimarze­niami po chwiej­nympo chwiej­nym jużjuż grunciegruncie nienie zat­rzy­mujezat­rzy­muje sięsię roz­chy­lamroz­chy­lam nostalgięnostalgię mrużęmrużę per­wer­sjęper­wer­sję pos­trze­gampos­trze­gam ustamiustami wy­rażamwy­rażam oczamioczami niepew­nyniepew­ny umysłumysł zamieniamzamieniam nana ko­cieko­cie ruchyruchy taktak posłuszneposłuszne skinieniomsta­jesz prze­deprze­de mnąmną wy­ciągamwy­ciągam ręceręce chwy­tamchwy­tam po­wiet­rzepo­wiet­rze chcechce troszkętroszkę na późniejna później zat­rzas­kujączat­rzas­kując je w butelcestąpam de­likat­nie marze­niamide­likat­nie marze­niami po chwiej­nymmarze­niami po chwiej­nym jużpo chwiej­nym już grunciejuż gruncie niegruncie nie zat­rzy­mujenie zat­rzy­muje sięzat­rzy­muje się roz­chy­lamsię roz­chy­lam nostalgięroz­chy­lam nostalgię mrużęnostalgię mrużę per­wer­sjęmrużę per­wer­sję pos­trze­gamper­wer­sję pos­trze­gam ustamipos­trze­gam ustami wy­rażamustami wy­rażam oczamiwy­rażam oczami niepew­nyoczami niepew­ny umysłniepew­ny umysł zamieniamumysł zamieniam nazamieniam na ko­ciena ko­cie ruchyko­cie ruchy takruchy tak posłusznetak posłuszne skinieniomsta­jesz prze­de mnąprze­de mną wy­ciągammną wy­ciągam ręcewy­ciągam ręce chwy­tamręce chwy­tam po­wiet­rzechwy­tam po­wiet­rze chcepo­wiet­rze chce troszkęchce troszkę na późniejtroszkę na później zat­rzas­kującna później zat­rzas­kując je w butelce

świat zaw­sze ot­wierał prze­de mną drzwi i zat­rzas­ki­wał gdy byłam w środku chodźmy na dachu jest szy­ba z wiatru tam można nau­czyć się władać szkłem dep­tać mro­wis­ka opowiadać że ko­ty i tak były ślepe że woj­ny nie było a tylko żołnie­rze z plas­ti­ku gu­mową pałką że nie boli pro­ces za­marza­nia trwa na ty­le długo że gdy się to­pisz efekt ciep­larniany to pikuś odejdź bo kiedy tonę brzytwą chwy­tam się fal Skup się na tym jak wy­dychasz powietrze... Czu­jesz jak ula­tują smut­ki, chwi­la zat­rzy­mania, chwi­la za­myśle­nia, to tyl­ko chwi­la, lecz skup się na niej a sta­nie się dłuższa Wy­dychając po­wiet­rze po­wiedz wszys­tko co Cię bo­li, wy­puść to z siebie, ja tak dzi­siaj zrobiłam. Jes­tem o je­den od­dech szczęśliw­sza.. :) Metr nad prze­paścią wy­ciągam swe ręce Słod­kie jeszcze po­wiet­rze łap­czy­wie chłepcę Mru­gam już os­tatni raz i opa­dam jak mar­twy głaz Potłukłem oczy Roz­biłem na ka­wałki ciała me­go tkanki Obudziłem się po chwi­li na łące motyli Przekręciłem w bok i uj­rzałem czyiś wzrok Przeżyłem szok Gdy sens życia od­szedł a nadzieja już skonała Zo­baczyłem głośniej, że obok ko­goś mam Kto przy mnie zaw­sze będzie trwał Chwi­lami przez myśl mą uciekasz Odpędzić chce Cię żałośnie Bez przer­wy liczę godzi­ny Bez przer­wy dni i tygodnie Nad­szedł wreszcie ten moment Czas sto­sun­ki złagodzić Chce Twe wer­se­ty od­czy­tać Naukę z miłością po­godzić Już gdy do­tykam Cię lekko Czuć jak­by morza spalenie Po­wiet­rze sta­je się rześkie W mej głowie wzras­ta ciśnienie Li­zesz sza­re komórki Zmniej­szają mózgu objętość Ja Ciebie przyj­muję chętnie Ty w za­mian podarujprzyjemność Nie można być przy­goto­wanym na śmierć swoją lub ko­goś blis­kiego. Tak sa­mo jest z roz­sta­niami. Co­kol­wiek masz, jak­kolwiek się czu­jesz, dob­rze, czy piekiel­nie źle, to pa­miętaj- nicze­go nie dos­ta­jesz na zaw­sze. Los i tak prędzej czy później wyrówna z Tobą rachu­nek, bo na tym świecie nic nie może trwać wiecznie.Jes­teś jak gwiaz­da. Widzę Cię, błyszczysz jes­teś tak jas­ny, piękny jed­nak ta­ki da­leki. Wy­ciągam rękę mając nadzieję, że Cię dot­knę, złapię, zat­rzy­mam. tra­fiam na ni­cość. Jes­teś za da­leko.. Nocą sta­jesz się wy­raźny ta­ki real­ny, ale kiedy nas­ta­je dzień wszys­tko zni­ka.. Mówią, że da­lej świecisz.. Jed­nak ja nie widzę. Cze­kam na wieczór. Na czas, w którym Ty zaczy­nasz błyszczeć jeszcze jaśniej.