Sta­ran­ność, z jaką do­bierał słowa, uderzyła mnie, jeszcze za­nim zdążył się przedstawić.


sta­ran­ność-z jaką-do­bierał-słowa-uderzyła-mnie-jeszcze-za­nim-zdążył ę-przedstawić
francis scott fitzgeraldsta­ran­nośćz jakądo­bierałsłowauderzyłamniejeszczeza­nimzdążył sięprzedstawićz jaką do­bierałdo­bierał słowauderzyła mniejeszcze za­nimza­nim zdążył sięzdążył się przedstawićz jaką do­bierał słowajeszcze za­nim zdążył sięza­nim zdążył się przedstawićjeszcze za­nim zdążył się przedstawić

Nie gwa­ran­tu­je, że będę ta­ka jaką chciałbyś bym była, ale mogę zag­wa­ran­to­wać, że zro­bię wszys­tko byś po­kochał mnie taką ja­ka jestem.czys­tość jas­ności skóry sreb­rność oczu po­piela­tość blondu brak cen­ty­metrów -  - wy­nag­radzasz ciepłem serca. towarzyski sta­ran­nie do­bierający słowa uśmiech choć nieczęsty, piękny - z ł a m a ć s e r c e pew­nie mógłbyś, tyl­ko chcieć musiałbyś szko­da jedynie że tak strasznie nie chcesz mnie już widzieć od­wróć głowę raz jeszcze no dawaj nie waż się pat­rzeć na mnie Prze­cież N I E G O D N A jestem. Wstyd mi, Jes­teś chu.pospolitym.jem.Uj­mij mnie za rękę spoj­rze­niem prawdy trwa­niem chwili czy­nami ust bezlitosnymi kiedy czuć jak skóra oddycha a wśród tańca języ­ka i warg świat może się walić. Pod­nieś mnie uparcie z am­nezji serca zaap­li­kuj dożyl­nie siebie transfuzją. Wskrzesz mnie od śmierci po­ran­nym wsta­waniem obok obłoków kiedy jas­ność jeszcze śpi słucha­niem bi­cia serca wejdź mi w duszę (s)twórz mi życie.Ilu jeszcze um­rze za­nim sta­nie się jas­ne, że zbyt wielu już zginęło.Ko­lej­na sa­mot­na noc. Z ok­na sfrunęły gołębie z pełny­mi dzioba­mi ok­ruchów sta­rego chleba. Kar­mił je każdej no­cy, tak jak kar­mił swo­je ser­ce nadzieją, że ona obudzi się kiedyś przy nim. Że które­goś słoneczne­go po­ran­ka skrzypną drzwi i jej uśmiech rozświet­li to, co jeszcze z niego zos­tało. Że wróci i przewróci je­go życie do góry nogami. Tak. Te­go pot­rze­bował, jak od­dechu, Jej od­dechu, obok.cu­dow­nie znów cisza i spokój chłod­ny po­wiew wiat­ru i nikt mnie nie go­ni ja mam to co być miało po­ran­ki by­wają piękne cza­sami jeszcze po­myśle dob­rze pa­miętam tam­ten szum wiat­ru nie za­pomnę nig­dy tych kłosów na po­lu szu­mu rze­ki w po­ran­ku i twej bliskości A tak to ona od­chodzi najszybciej