Sta­wiam niez­liczo­ne nies­to­sow­ne py­tania. Gdy­bym tyl­ko zdołał przed­rzeć się przez ten las.


sta­wiam-niez­liczo­ne-nies­to­sow­ne-py­tania-gdy­bym tyl­ko-zdołał-przed­rzeć ę-przez-ten-las
w » ludwig wittgenstein » uwagi różnesta­wiamniez­liczo­nenies­to­sow­nepy­taniagdy­bym tyl­kozdołałprzed­rzeć sięprzeztenlassta­wiam niez­liczo­neniez­liczo­ne nies­to­sow­nenies­to­sow­ne py­taniagdy­bym tyl­ko zdołałzdołał przed­rzeć sięprzed­rzeć się przezprzez tenten lassta­wiam niez­liczo­ne nies­to­sow­neniez­liczo­ne nies­to­sow­ne py­taniagdy­bym tyl­ko zdołał przed­rzeć sięzdołał przed­rzeć się przezprzed­rzeć się przez tenprzez ten lassta­wiam niez­liczo­ne nies­to­sow­ne py­taniagdy­bym tyl­ko zdołał przed­rzeć się przezzdołał przed­rzeć się przez tenprzed­rzeć się przez ten lasgdy­bym tyl­ko zdołał przed­rzeć się przez tenzdołał przed­rzeć się przez ten las

Roz­ma­wiam z pająkami, gdy spa­ceruję z diabłem ... z nim ra­zem sikamy na siedem grzechów głównych. Roz­ma­wiam z pająkami w ciem­ności bezpowrotnej, gdzie one mi tak radzą bym nie wychodził z trumny. Roz­ma­wiam z pająkami pod od­wróco­nym krzyżem ... przez niego naznaczony jes­tem złym w tłumie dobrych. Roz­ma­wiam z pająkami, więc poz­nałem ich sek­re­ty ... ucieka­nie śmier­ci w życie jest zu­pełnie bezsensowne.Nie ma po­wodów by kochać Nie ma po­wodów by żyć Nie ma po­wodów by zostać Dla mnie żyjesz tyl­ko Ty Zos­tają tyl­ko wspomnienia, Je­dynej przy­jaźni bliskość Dzi­siaj nic nie ma znaczenia Jak krew, cier­pka jak wino Słyszę głos, widzę gorzkie łzy W myślach dziękuję, że istniejesz W nas sa­mot­ności gen, wokół set­ka drwin Nie szu­kaj miłości, Ona znaj­dzie Ciebie Wzniecam ko­hortę niez­liczo­nych uczuć Widzę przed sobą ciem­ny las Choćbyś była tam sa­ma w ob­liczu strachu Tyl­ko po­myśl, po­jawię się ja.Choćbym chciał, to co bym chciał I no gdy­bym już miał, to co bym miał I smu­tek mój za­kopałbym przed upadkami Lecz od cza­su do cza­su pod­le­wałbym łzami I ra­dość kiełkującą roz­da­wałbym wokół To­bym i tak ja­koś dziw­nie i ni­jak się czół To przez to, że jes­teś lecz Ciebie nie ma Wten­czas, gdy nie by­wałaś, a bywałaś To mo­ja dusza nie do­tykała zim­ne­go dna Wie­działem też, że nie znałaś lecz kochałaś  Gdy­bym tyl­ko mógł. Wzle­ciał bym po­nad chmury. Gdy­bym spłacił swój dług. Podzi­wiał bym do­liny i góry. Ale nie mogę. Tkwię tu uwięziony. Czuję Bo­ga trwogę. Choć na­dal jes­tem natchniony. On poz­wa­la mi tworzyć. Da­je spokój i skupienie. Aby z roz­rzu­conych słów ułożyć. Coś sen­sowne­go, bym poczuł swe istnienie..roz­pa­dam się cier­pieniem niez­liczo­nych twarzy za­mykam umysł bierny siebie za­mykam świat no­cy namiętnych w bra­ku dostępu do oświece­nia -  dotyk wyjątko­wy dźwięk li­nii papilarnych - nadzwyczaj­ność którą znam ko­loruję doskonałość barwą lekką * wyrzu­cam elik­sir przez ok­no przez które wdarłam się do środ­ka ...Bar­dzo chciałam zos­tać matką i sta­rałam się o to przez rok. Ale cho­ciaż te­raz przeżywam z sy­nem nap­rawdę wspa­niałe chwi­le, początki były bar­dzo trud­ne. Mi­mo że przeczy­tałam niez­liczo­ne ilości książek na te­mat ma­cie­rzyństwa, żad­na z nich nie przy­goto­wała mnie na to, że poród to rzeźnia, a pier­wsze dwa miesiące po nim są praw­dziwą masakrą.