Sto­lica na Marsie Gdy­by Sa­wa nie za­kochała się w Warsie To może Sto­lica byłaby na Mar­sie Ja­ko pier­wsza, więc szkoda Bo te­raz na Mar­sa mo­da -  Tak ględził za­wis­tny Kra­kus w warsie.


sto­lica-na marsie-gdy­by-sa­wa-nie za­kochała ę-w warsie-to-może-sto­lica-byłaby-na mar­sie-ja­ko-pier­wsza-więc-szkoda-bo-te­raz
awatarsto­licana marsiegdy­bysa­wanie za­kochała sięw warsietomożebyłabyna mar­sieja­kopier­wszawięcszkodabote­razna mar­samo­da takględziłza­wis­tnykra­kusw warsiesto­lica na marsiena marsie gdy­bygdy­by sa­wasa­wa nie za­kochała sięnie za­kochała się w warsiemoże sto­licasto­lica byłabybyłaby na mar­siena mar­sie ja­koja­ko pier­wszawięc szkodaszkoda bobo te­razte­raz na mar­sana mar­sa mo­da  taktak ględziłględził za­wis­tnyza­wis­tny kra­kuskra­kus w warsiesto­lica na marsie gdy­byna marsie gdy­by sa­wagdy­by sa­wa nie za­kochała sięsa­wa nie za­kochała się w warsiew warsie to możemoże sto­lica byłabysto­lica byłaby na mar­siebyłaby na mar­sie ja­kona mar­sie ja­ko pier­wszawięc szkoda boszkoda bo te­razbo te­raz na mar­sate­raz na mar­sa mo­da  tak ględziłtak ględził za­wis­tnyględził za­wis­tny kra­kusza­wis­tny kra­kus w warsie

Sto­lica: for­te­ca prowincjonalizmu.Oczy lek­ko zamknięte Już nie widzą dro­gi, która scho­wała się we mgle. Nikt nie woła, to tyl­ko trwoga. Dlacze­go ra­ny tak wol­no goją się w tych cza­sach, kłam­stwo rodzi znie­czu­lica, ból i gniew dookoła lica...Mar­twię się o NIEGO, codzien­nie myślę o NIM. Gdy GO nie widzę zas­ta­nawiam się czy nic się nie stało... A ON .... pew­nie na­wet o tym nie wiem. Nie do­myśla się nicze­go, żyje włas­nym życiem. A może.... ...może ON też o mnie myśli i mar­twi się??? Tu­rys­ta z Białegostoku Tu­rys­ta ce­per z Białegos­to­ku, Gdy zjeżdżał po Białki sto­ku Na nu­tach mar­ki Cho­pin Bo­kiem omi­jając kopę Do źródła wpadł jak do rynsztoku.gdy ot­wieram nadzieję myśląc że przełknę noc­ne żałości dzień po­daje pustą szklankę i mam ochotę wy­biec z domu by łapać każdą łzę nieba w spie­rzchnięte smut­kiem usta sto­pami do­tykam już posadzki zadzierając głowę ku górze zraszam suchość bla­dego lica jed­nak uko­jenie jest chwilowe bo krop­le przes­tały się tłuc a chmu­ry za­milkły śnieżną bielą jas­ność nie ga­si mych prag­nień prażących duszę ciepłem roz­pa­lonym w ciem­ności żądz Więc nie kuś mnie, śmier­ci. Nie kuś mnie, lu­bieżna ku­siciel­ko, łasi­co cmen­tarna. Nie kuś tak zabójczo. Tak zaw­rotnie (...)