Sunął pal­cem po ma­pie jej ciała. mężczyzna, stworzo­ny by zdobywać. I co rusz od­kry­wał nowe wo­dos­pa­dy oddechów, wys­py namiętności, krainy pożądania. I co dnia tak się skradał by znów się zachwycać. szme­rem fal co nadchodziły re­gular­nie co do dotyku. I kochał te powroty, szkla­ne oczy co krzyczały. Kochał bla­dy per­ga­min jej ciała.


sunął-pal­cem-po ­pie-jej-ciała-mężczyzna-stworzo­ny-by zdobywać-i-co rusz-od­kry­wał-nowe-wo­­pa­dy-oddechów-wys­py-namiętnoś
solus.amorsunąłpal­cempo ma­piejejciałamężczyznastworzo­nyby zdobywaćco ruszod­kry­wałnowewo­dos­pa­dyoddechówwys­pynamiętnościkrainypożądaniaco dniatak sięskradałbyznów sięzachwycaćszme­remfalco nadchodziłyre­gular­nieco do dotykukochałte powrotyszkla­neoczyco krzyczałykochałbla­dyper­ga­minsunął pal­cempal­cem po ma­piepo ma­pie jejjej ciałastworzo­ny by zdobywaći co ruszco rusz od­kry­wałod­kry­wał nowenowe wo­dos­pa­dywo­dos­pa­dy oddechówwys­py namiętnościkrainy pożądaniai co dniaco dnia tak siętak się skradałskradał byby znów sięznów się zachwycaćszme­rem falfal co nadchodziłyco nadchodziły re­gular­niere­gular­nie co do dotykui kochałkochał te powrotyszkla­ne oczyoczy co krzyczałykochał bla­dybla­dy per­ga­minper­ga­min jejjej ciałasunął pal­cem po ma­piepal­cem po ma­pie jejpo ma­pie jej ciałai co rusz od­kry­wałco rusz od­kry­wał noweod­kry­wał nowe wo­dos­pa­dynowe wo­dos­pa­dy oddechówi co dnia tak sięco dnia tak się skradałtak się skradał byskradał by znów sięby znów się zachwycaćszme­rem fal co nadchodziłyfal co nadchodziły re­gular­nieco nadchodziły re­gular­nie co do dotykui kochał te powrotyszkla­ne oczy co krzyczałykochał bla­dy per­ga­minbla­dy per­ga­min jejper­ga­min jej ciała

Pragnę Cię! Two­jego dotyku. Two­jego ciepła. Two­jego łobu­zer­skiego uśmiechu. Two­jej is­kry w oczach kiedy się na mnie patrzysz. Two­jej bar­wy głosu na­dającej rytm naszym sercom. Two­jej energii, która nam zaw­sze i wszędzie towarzyszyła. Two­jej obecności. Two­jego ciała. Chwi­li rozkoszy. Namiętności. Cza­su, który razem spędzaliśmy. Chcę, abyś tu był. Teraz. Zaraz. Zawsze. Na zawsze. Przy mnie. Ze mną. Nie pot­rze­ba cza­su na rozmyślanie. Pod­daj się chwili. Od­daj jej w całości. Potrafisz. Prze­cież zaw­sze, do wszystkiego jes­teś pierwszy. Czyż nie? Więc przyjdź. Usiądź. Przytul. Pocałuj. Bądź. Niech ta chwila trwa... ...na zawsze Jes­tem poetką... Każdy mój gest do­daje no­wy wers, w tym poema­cie uniesień. Pal­cem, ni­by piórem prze­mie­rzam nierówną fak­turę ciała, roz­budzając wyob­raźnię odbiorcy. Do­daję no­we wątki, by głòwny bo­hater utworu dał się por­wać ekstazie... Ry­suję piórem dwie smukłe linie, które zmie­rzają do wspólne­go punktu, by złączyć się w jedną. I znów liczne me­tafo­ry chwili, wstępują na wyżyny swo­jej wytworności, kun­szt ar­tystyczny przechodzi w no­wy wymiar. I tyl­ko my wiemy, że jest to poez­ja niema, żad­ne słowa nie wy­rażą naszej rozkoszy.Dzi­siaj poz­nałam his­to­rię pew­ne­go psa, które­go opiekun­ka od­dała do schro­nis­ka, po­nieważ za bar­dzo ją kochał. --- To był pies, które­go wzięła ze schro­nis­ka. Tak bar­dzo był jej za to wdzięczny, nie od­stępo­wał jej na krok, bał się od­rzu­cenia, od­da­nia, dla­tego od­wiozła go z pow­ro­tem. Jak twier­dzi dla je­go dob­ra. Dzi­siaj myśli o ko­lej­nym psie.Two­je us­ta de­li­kat­nie zak­reślają kontury mo­je­go ciała za­nurzo­na w otchłani gorącej namiętności do­cieram do bram rozkoszy wodzisz języ­kiem po  za­ka­mar­kach mo­je­go ciała oczy zas­tygłe mienią się pożądaniem złącze­ni w tańcu Miłości sączy­my chwi­le rozkoszy Ukołysa­ni spełnieni zakochani...ღ 12.06.2015 Malusia_035 Jeżeli już używasz mo­jego wier­sza po­daj auto­ra dzięku­je za uwagę ! Dla kobiety, którą kiedyś kochał, mężczyzna zrobi prawie wszystko na świecie - poza tym, by znów ją pokochał.Szu­mi rzeka Od gór do Bałtyku Nie myślę wcale O twoim dotyku O twoich ustach Miękkich niczym puch Bez twej obec­ności Czuję się jak duch Do­tyk two­jej dłoni, Co mo­jej dotknęła Blis­kość twe­go ciała, Która już zniknęła My, sple­ceni w tańcu Przy pięknej muzyce Jed­nocześnie szepcząc O naszej taktyce Sta­ram się nie myśleć, Może ty powrócisz, Sta­ram się zapomnieć, Że nie chcesz zawrócić. Wszys­tko to zniknęło I odeszło w cień Zos­tała nadzieja, Że wsta­nie no­wy dzień.