Tańczy płomień świecy skocznie A ja, wpółmar­twy kochanek W kar­tkę czar­ny­mi łza­mi poranek Przek­li­nam nim on się rozpocznie Słyszę ptaszyn gardła drwiące Wiatr, co się śmieje po­między drze­wa­mi słyszę Te­raz tyl­ko te­go pragnę, by w ciszę Za­padło me ser­ce bez Ciebie gasnące.


tańczy-płomień-świecy-skocznie-a-ja-wpółmar­twy-kochanek-w-kar­tkę-czar­ny­mi-łza­mi-poranek-przek­li­nam-nim-on ę-rozpocznie
panbarnabatańczypłomieńświecyskoczniejawpółmar­twykochanekkar­tkęczar­ny­miłza­miporanekprzek­li­namnimon sięrozpoczniesłyszęptaszyngardładrwiącewiatrco sięśmiejepo­międzydrze­wa­misłyszęte­raztyl­kote­gopragnęby w ciszęza­padłome ser­cebezciebiegasnącetańczy płomieńpłomień świecyświecy skoczniewpółmar­twy kochanekkochanek ww kar­tkękar­tkę czar­ny­miczar­ny­mi łza­miłza­mi poranekporanek przek­li­namprzek­li­nam nimnim on sięon się rozpocznierozpocznie słyszęsłyszę ptaszynptaszyn gardłagardła drwiącedrwiące wiatrco się śmiejeśmieje po­międzypo­między drze­wa­midrze­wa­mi słyszęsłyszę te­razte­raz tyl­kotyl­ko te­gote­go pragnęby w ciszę za­padłoza­padło me ser­ceme ser­ce bezbez ciebieciebie gasnącetańczy płomień świecypłomień świecy skocznieskocznie a jawpółmar­twy kochanek wkochanek w kar­tkęw kar­tkę czar­ny­mikar­tkę czar­ny­mi łza­miczar­ny­mi łza­mi poranekłza­mi poranek przek­li­namporanek przek­li­nam nimprzek­li­nam nim on sięnim on się rozpocznieon się rozpocznie słyszęrozpocznie słyszę ptaszynsłyszę ptaszyn gardłaptaszyn gardła drwiącegardła drwiące wiatrco się śmieje po­międzyśmieje po­między drze­wa­mipo­między drze­wa­mi słyszędrze­wa­mi słyszę te­razsłyszę te­raz tyl­kote­raz tyl­ko te­gotyl­ko te­go pragnęby w ciszę za­padło me ser­ceza­padło me ser­ce bezme ser­ce bez ciebiebez ciebie gasnące

Siedzie,chodzę,biegne nie widzę, nie czuje, słyszę dźwięk ciszy w mo­jej głowie bez­radność dnia dzisiejszego op­ty­mizm jutra nie widzę, nie czu­je Ciebie słyszę nie przer­waną ciszę naszych serc z nadzieją op­ty­miz­mu jutra zobaczyłam poczułam usłyszałam dwa równo­mier­ne ,moc­ne bi­cia serc two­je i jej ale nie moje Za­miast owinąć człowieka jak choćby Koc ciepły niemow­le To drze się ta noc w kawałki Pru­je się swe­ter noc­ny z lewej Świt odsłaniając na niebie I do czar­ne­go gra­natu już błękit się wkra­da Roz­ry­wa się ta noc w ka­wałki Jak prześcieradło zleżałe na strychu Słyszę to  Ko­ty drą tę noc Wysłuchuję się w ciszę - i słyszę bi­cie Twe­go serca. Przy­tu­lam się do ściany - i czuję kształt Twe­go ciała. Za­my­kam oczy - i widzę Twoją postać. Całuję kwiaty - mają smak Twoich ust. Do­ty­kam poręczy - i czuję ciepło Twej dłoni. Za­nurzam twarz w po­duszkę - ma za­pach Twoich włosów. Za­ty­kam uszy - i słyszę jak mówisz: Dob­ra­noc - wyszep­tałbyś mi do ucha.. Lecz za­miast te­go... ciszę słyszę.Miłość jest war­ta śmier­ci. Miłość jest war­ta życia. Mo­je poszu­kiwa­nie ciebie, two­je poszu­kiwa­nie mnie wyk­racza po­za życie i śmierć, w je­den długi zew dziczy. Nie wiem, czy to, co słyszę, jest od­po­wie­dzią czy echem. Być może nic nie słyszę. Nieważne.Wyp­ra­wa mu­si się odbyć.Noc uciekała jak przes­traszo­ny wiatr. Tyl­ko liść zaw­stydzo­ny zmącił ciszę, pod sto­py spadł. Otu­leni w pęd, to nas nie dotyczy. Tyl­ko ty i ja. Przyklęknął świat. Błaga mnie? Nie! Bez­trwam i dob­rze mi. Zat­rzy­małeś chwilę we mnie i obok mnie. Cieka­wość to mało, pot­rzeb­ny niedosyt. I to pragnienie, by zna­leźć siebie więcej niż po­między minutami, które wy­puszczasz ja­koś tak lekko lep­ki­mi kroplami. Zbyt duże przestrzenie między dłońmi nies­każony­mi dotykiem... Tyl­ko księżyc w pełni I ty, bezimienny, wiecie co znaczy (bez)senność...