Tak jak zasadą rządu despotycznego jest łęk, tak celem jego spokój; ale to nie jest pokój, to cisza owych miast, w których mury już wkracza nieprzyjaciel.


tak-jak-zasadą-rzą-despotycznego-jest-łęk-tak-celem-jego-spokój-ale-to-nie-jest-pokój-to-cisza-owych-miast-w-których-mury-już-wkracza
montesquieutakjakzasadąrządudespotycznegojestłęktakcelemjegospokójaletoniepokójciszaowychmiastktórychmuryjużwkraczanieprzyjacieltak jakjak zasadązasadą rządurządu despotycznegodespotycznego jestjest łęktak celemcelem jegojego spokójnie jestjest pokójcisza owychowych miastw którychktórych murymury jużjuż wkraczawkracza nieprzyjacieltak jak zasadąjak zasadą rząduzasadą rządu despotycznegorządu despotycznego jestdespotycznego jest łęktak celem jegocelem jego spokójale to nienie jest pokójcisza owych miastw których muryktórych mury jużmury już wkraczajuż wkracza nieprzyjaciel

Tak jak zasadą rządu despotycznego jest lęk, tak celem jego spokój, ale to nie jest spokój, to cisza owych miast, w których mury wkracza nieprzyjaciel.Zasada rządu despotycznego kazi się bez ustanku, bo jest skażona z natury.Podobnie jak powiedzieliśmy, że zasada rządu może ulec zepsuciu, takoż i zasada religii podlega zepsuciu; gdy zasadą religii jest pobożność, niebo nie dało nam niczego lepszego; gdy staje się ona zabobonem, ziemia nie zrodziła nic gorszego.Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza ge­nerac­ja, skrwa­wiona w woj­nach, na pew­no na pokój zasługu­je. Ale pokój, jak pra­wie wszys­tkie spra­wy te­go świata ma swoją cenę, wy­soką, ale wymierną.Pokój, spokój i doznania Jęki, krzy­ki i wyznania Ciała z sobą połączone Ona i on w swym żywiole. Moc­no, os­tro zajebiście Słychać śmie­chy tak ogniste Ruchy, trzas­ki i sprężyny Lecą zza ścian os­tre kpiny Nag­le cisza ta ustaje Noc się zbliża sen nastaje. The­bes­tka­siaa 08.12.2015 Jak tu się uczyć? Gdy głowa pełna. Pełna Jego. Je­go ser­ca. Je­go duszy. Je­go głosu. Każda mina, Każdy śmiech. Wszys­tko słychać tak jak jest. Tak jak było i odeszło. Nie powróci. Je­mu przeszło. Bo­li serce. Bo­li dusza. Ko­niec tego! Sta­je, pat­rzy w dzi­ki mrok. Je­den krok, Je­den skok. W uszach wiatr. Nag­le trzask. Ja­kiś krzyk, Os­tatni krzyk. Po­tem cisza. Ciem­ność głucha. Nie ma nic. Wy­zionęła ducha..