Tak zwaną porządną kobietę bierze się w całości, bez reszty, bez jej kłamstw i podbijania ceny, a potem się ją zwraca i stawia na dawne miejsce, zwyczajnie, bez absurdalnych korowodów, bo takie kobiety są potem tylko ogłuszone i nieme.


tak-zwaną-porządną-kobietę-bierze-ę-w-całoś-bez-reszty-bez-jej-kłamstw-i-podbijania-ceny-a-potem-ę-ją-zwraca-i-stawia-na-dawne-miejsce
zofia bystrzyckatakzwanąporządnąkobietębierzesięcałościbezresztyjejkłamstwpodbijaniacenypotemzwracastawianadawnemiejscezwyczajnieabsurdalnychkorowodówbotakiekobietytylkoogłuszoneniemetak zwanązwaną porządnąporządną kobietękobietę bierzebierze sięw całościbez resztybez jejjej kłamstwkłamstw ii podbijaniapodbijania cenypotem sięją zwracazwraca ii stawiastawia nana dawnedawne miejscebez absurdalnychabsurdalnych korowodówbo takietakie kobietykobiety sąsą potempotem tylkotylko ogłuszoneogłuszone ii niemetak zwaną porządnązwaną porządną kobietęporządną kobietę bierzekobietę bierze siębierze się wsię w całościbez jej kłamstwjej kłamstw ikłamstw i podbijaniai podbijania cenya potem siępotem się jąsię ją zwracają zwraca izwraca i stawiai stawia nastawia na dawnena dawne miejscebez absurdalnych korowodówbo takie kobietytakie kobiety sąkobiety są potemsą potem tylkopotem tylko ogłuszonetylko ogłuszone iogłuszone i nieme

Są słowa, bez których nie potrafimy żyć, takie jak miłość, sprawiedliwość i dobroć. Dajemy się im zwieść, potem się do nich rozczarowujemy tylko po to, żeby wierzyć w nie jeszcze bardziej.Jeśli miłość to tak jak wieczność bez przed i potem.Bez ognia, bez treści, bez idei, bez polotu wszystko stanie się tylko rutyną i szablonemCzłowiek jest biedny i słaby, i nic zupełnie nie znaczy. Płynie się tygodniami i tygodniami człowiek się dręczy. Potem jest port i wszystko, czego człowiek pragnął, okazuje się po prostu śmieszne, okazuje się, że i bez tego można żyć doskonale. A potem znów się płynie.Co­fasz się w przeszłość i znów jes­teś mały i bez­pie­czny, bez­pie­czny tak zu­pełnie, tak bez reszty, jak dziec­ko w obec­ności ta­ty. Wciąż masz go przed ocza­mi - stoi w ciem­nych drzwiach, cichy strażnik two­jego dzieciństwa - i śpisz snem is­to­ty naiw­nej, niewin­nej, niedoj­rzałej. A kiedy do­ras­tasz, do­ciera do ciebie, że bez­pie­czeństwo to było złudą, jeszcze jed­nym dziecięcym wyob­rażeniem, tak jak roz­miar two­jego podwórka za domem.I wreszcie, cho­ciaż może za­nad­to się w to wgłębiam, nie można mieć fron­tu bez tyłu, a góry bez dołu, tak więc wca­le nie jes­tem prze­kona­ny, że światło może is­tnieć bez mro­ku, czys­tość bez bru­du, a dob­ro bez zła.