To­niemy w ot­chłani smutków i gorzkich łez. Pogrążamy się co­raz bar­dziej i to­niemy bez szan­sy na ratunek.


to­niemy-w ot­chłani-smutków-i gorzkich-łez-pogrążamy ę-co­raz-bar­dziej-i to­niemy-bez-szan­sy-na ratunek
lynx71to­niemyw ot­chłanismutkówi gorzkichłezpogrążamy sięco­razbar­dzieji to­niemybezszan­syna ratunekto­niemy w ot­chłaniw ot­chłani smutkówsmutków i gorzkichi gorzkich łezpogrążamy się co­razco­raz bar­dziejbar­dziej i to­niemyi to­niemy bezbez szan­syszan­sy na ratunekto­niemy w ot­chłani smutkóww ot­chłani smutków i gorzkichsmutków i gorzkich łezpogrążamy się co­raz bar­dziejco­raz bar­dziej i to­niemybar­dziej i to­niemy bezi to­niemy bez szan­sybez szan­sy na ratunekto­niemy w ot­chłani smutków i gorzkichw ot­chłani smutków i gorzkich łezpogrążamy się co­raz bar­dziej i to­niemyco­raz bar­dziej i to­niemy bezbar­dziej i to­niemy bez szan­syi to­niemy bez szan­sy na ratunekto­niemy w ot­chłani smutków i gorzkich łezpogrążamy się co­raz bar­dziej i to­niemy bezco­raz bar­dziej i to­niemy bez szan­sybar­dziej i to­niemy bez szan­sy na ratunek

Z roz­mową jest jak z wodą: Czym bar­dziej jej prag­niemy tym le­piej smakuje.Dzieci są czymś cze­go prag­niemy al­bo nie prag­niemy. To śmie­szne na­zywać przez­nacze­niem coś, co płynie z mecha­niczno-fiz­jo­logiczne­go przy­pad­ku, to niegod­ne współczes­ne­go człowieka.to niesamowite.... ile ra­zy człowiek może dać się skrzyw­dzić, udając że to os­tatni już raz. to niesamowite.... ile można uro­nic łez, mówiąc że to łzy szczęścia. to niesamowite.... ile można kochać, uk­ry­wając ta miłość lub kochać bez wzajemności. to niesa­mowi­te.... ile można przet­rwać cier­pień tyl­ko po to by móc dojść do ce­lu. to niesa­mowi­te.... ile słów idzie w niepa­mięć, a ile czynów prag­niemy zapomnieć Im bar­dziej chce, tym bar­dziej mi nie wychodzi... Co­raz bar­dziej to wszys­tko niszczę, niż scalam...jeszcze trochę będzie jaśniej uto­niemy w ciepłych chwilach w gęstym wiet­rze magiczności w żywej tra­wy mezofilach ręką Bożą nakręceni za­tańczy­my w blas­ku nieba w ko­leżeństwie śpiewu ptaków nic nam już nie będzie trzeba w słońcu wiel­kim i milczacym za­sypa­ni czułościami nieba liznąć odrobinę nierozłącznie z uczuciami na­miętnością rozżarzeni w rytm od­dechów wzbierających co­raz bliżej do dzikości zmysłów pysznie buntujących tak niebiańsko poruszeni osu­niemy się na ziemię i w ko­bier­cu roślinności uga­simy gwiez­dną chemię