Trzy­masz ma reke, Gladzisz me wlosy, Bie­rzesz na spacer W po­ran­ku rosy. Choc jes­tem zla, Dob­re­go nic we mnie, Przy­tulasz mnie codzien, Ca­lujesz tajemnie... I tyl­ko ten strach, Że stra­cic Cie moge, Prze­pel­nia ma dusze, Przyw­ra­ca trwoge... Że zra­nie doglebnie, Przez wlas­na glupote. Przez wlas­ne klamstwa, Kto­re wciaz plote. I z te­go strachu, Co noc tyl­ko szlocham. Bo chy­ba naprawde... Nap­rawde Cie kocham...


trzy­masz- reke-gladzisz-me wlosy-bie­rzesz-na spacer-w-po­ran­ku-rosy-choc-jes­tem-zla-dob­re­go-nic-we mnie-przy­tulasz-mnie-codzien
amorektrzy­maszma rekegladziszme wlosybie­rzeszna spacerpo­ran­kurosychocjes­temzladob­re­gonicwe mnieprzy­tulaszmniecodzienca­lujesztajemnietyl­kotenstrachestra­cicciemogeprze­pel­niama duszeprzyw­ra­catrwogezra­niedoglebnieprzezwlas­naglupotewlas­neklamstwakto­rewciazplotez te­gostrachuconocszlochambochy­banaprawdenap­rawdekochamtrzy­masz ma rekegladzisz me wlosybie­rzesz na spacerna spacer ww po­ran­kupo­ran­ku rosychoc jes­temjes­tem zladob­re­go nicnic we mnieprzy­tulasz mniemnie codzienca­lujesz tajemnietajemnie ii tyl­kotyl­ko tenten strachŻe stra­cicstra­cic ciecie mogeprze­pel­nia ma duszeprzyw­ra­ca trwogetrwoge ŻeŻe zra­niezra­nie doglebnieprzez wlas­nawlas­na glupoteprzez wlas­newlas­ne klamstwakto­re wciazwciaz plotei z te­goz te­go strachuco nocnoc tyl­kotyl­ko szlochambo chy­bachy­ba naprawdenaprawde nap­rawdenap­rawde ciecie kochambie­rzesz na spacer wna spacer w po­ran­kuw po­ran­ku rosychoc jes­tem zladob­re­go nic we mnieprzy­tulasz mnie codzienca­lujesz tajemnie itajemnie i tyl­koi tyl­ko tentyl­ko ten strachŻe stra­cic ciestra­cic cie mogeprzyw­ra­ca trwoge Żetrwoge Że zra­nieŻe zra­nie doglebnieprzez wlas­na glupoteprzez wlas­ne klamstwakto­re wciaz plotei z te­go strachuco noc tyl­konoc tyl­ko szlochambo chy­ba naprawdechy­ba naprawde nap­rawdenaprawde nap­rawde cienap­rawde cie kocham

Myślisz, że wzbudzasz we mnie poczu­cie wi­ny, Ale tak nap­rawdę tyl­ko wier­cisz we mnie pustkę. Płaczę, ale nie dla­tego, że boli. Próbu­jesz mnie utu­lić, ale nic nie czuję. Kocham Cię. I Ty mnie kochasz. Ale mam pus­te, pus­te oczy...  Ile razy mam cie od­rzu­cać bys mnie zobaczył jak długo mam myśleć, że jes­tem niczy żeby się o tym przekonać dlacze­go tak moc­no cie kocham ? kocham kocham kocham ...mame ...tate ...brata te miłości mam w sercu jes­teś miłością mo­jego życia kocham cię ser­cem i palcem kocham no­sem i ustami kocham, uwielbiam utożsa­miam cię z bogiem ta ilość ogar­nia mnie całą i śnie i tęsknie i płacze a ty mnie nie znasz Nie wol­no się bać, strach za­bija duszę. Strach to mała śmierć, a wiel­kie unicestwienie. Sta­wię mu czoło. Niech przej­dzie po mnie i prze­ze mnie. A kiedy przej­dzie, od­wrócę oko swej jaźni na je­go drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. Jes­tem tyl­ko ja.Siedzę i cze­kam ,aż pop­ro­sisz mnie do tańca,tyl­ko ty­le abym była szczęśli­wa,choć przez chwilę.Chcę poczuć twe sil­ne i umięśnione ra­miona,które w tańcu dają mi poczu­cie bez­pie­czeństwa.Pa­miętasz ten ta­niec w którym tak moc­no ścis­ka­liśmy się za ręce? Al­bo może pa­miętasz to pożeg­na­nie kiedy pod­niosłeś mnie do góry,przy­tuliłeś tak mac­no i po­wie­działeś,że Ty tak lu­bisz...wte­dy czułam,że nie jes­tem Ci obojętna,ale tyl­ko wtedy...A mo­ze to wlas­nie ten właści­wy mo­ment by byc szczęśli­wa? Zam­knac drzwi, spa­lić mos­ty, wyrzu­cic zdje­cia, zos­ta­wic wspom­nienia, ale nie kar­mic ni­mi wlas­ne­go ser­ca. Wiem ja­ka mialam przeszlosc, tam juz by­lam, swo­je błędy zrobilam.Bo ja lu­bię być na­zywaną przez Ciebie