Tu prze­leciał, tam skoszto­wał a gdzie in­dziej coś wystukał może spłodził. Jak niedożywiony ciągle jed­nak głod­ny chodził. Moc ,,kucharzy,, prze­cież wielka nie ucho­wa się matrona biada gdy głod­ne panięta.


tu-prze­leciał-tam-skoszto­wał-a-gdzie-in­dziej-coś-wystukał-może-spłodził-jak-niedożywiony-ągle-jed­nak-głod­ny-chodził-moc
wdechprze­leciałtamskoszto­wałgdziein­dziejcośwystukałmożespłodziłjakniedożywionyciąglejed­nakgłod­nychodziłmockucharzyprze­cieżwielkanieucho­wa sięmatronabiadagdygłod­nepaniętatu prze­leciałtam skoszto­wałgdzie in­dziejin­dziej coścoś wystukałwystukał możemoże spłodziłjak niedożywionyniedożywiony ciągleciągle jed­nakjed­nak głod­nygłod­ny chodziłprze­cież wielkawielka nienie ucho­wa sięucho­wa się matronamatrona biadabiada gdygdy głod­negłod­ne paniętaskoszto­wał a gdziea gdzie in­dziejgdzie in­dziej cośin­dziej coś wystukałcoś wystukał możewystukał może spłodziłjak niedożywiony ciągleniedożywiony ciągle jed­nakciągle jed­nak głod­nyjed­nak głod­ny chodziłprze­cież wielka niewielka nie ucho­wa sięnie ucho­wa się matronaucho­wa się matrona biadamatrona biada gdybiada gdy głod­negdy głod­ne panięta

Zaw­sze jed­nak roz­poznaję siły, które mają kształto­wać mo­je życie. Poz­wa­lam im działać. Cza­sem prze­walają się przez mo­je życie jak hu­ragan. Kiedy in­dziej wstrząsają tyl­ko grun­tem pod moimi sto­pami, tak że tkwią później na in­nej ziemi, a wte­dy ktoś lub coś zos­ta­je pochłonięty. Umac­niam swoją po­zycję w cza­sie trzęsienia ziemi. Kładę się i poz­wa­lam, by hu­ragan prze­leciał na­de mną. Nig­dy nie walczę.Cza­sami pod­chodził do siedzących do­mow­ników i, po chwi­li wa­hania, wska­kiwał im na ko­lana, sta­wał z roz­cza­pie­rzo­nymi pa­zura­mi i wpat­ry­wał się głębo­ko w oczy bez mrug­nięcia. Po­tem przek­rzy­wiał głowę, nie od­wra­cając wzro­ku, i miau­czał, tyl­ko raz, i od ra­zu wiado­mo było, że Wil­liam prze­kazy­wał właśnie coś ważne­go i mądre­go, coś, cze­go człowiek nig­dy nie zrozumie.A ja prze­cież mogłabym z nim ko­pać stud­nie, gdy­by się oka­zało, że tam, gdzie mnie za­biera, nie ma jeszcze wody.Nie boję się pająków. Prze­cież nig­dy żaden nie zro­bił mi krzyw­dy. Nie boję się ciem­ności. Prze­cież zaw­sze po omac­ku od­najdy­wałam drogę. Nie boję się burzy. Prze­cież po niej zaw­sze przychodziło słońce. Dziś boję się miłości…Niekiedy ra­niącej bar­dziej niż pająki, ciem­ność i słońce.Głód gasi miłość, a jeżeli nie głód, to czas.roz­gość się prze­lite­ruj kruche kości sprawdź każde wcięcie prze­kar­tkuj dokładnie nie po­miń żad­ne­go wersu tam gdzie widzisz błędy - do­konaj roz­ległej korekty a tam gdzie widzisz bra­ki - wstaw siebie