Ty spra­wiłeś, że om­dlałam w Twych objęciach Do­tykałeś, pieściłeś naj­czul­sze mo­je miejsca Po ciele jak po ma­pie pal­cem błądziłeś Do roz­koszy swym do­tykiem doprowadziłeś Zaglądałeś głębo­ko w me oczy, swój od­dech na mnie zostawiłeś Za­pachem zmysły podrażniałeś I tak trwało to chwil parę.. Wpuściłam Cię do środ­ka.. tak czule Czy pa­miętasz to w ogóle ? Jak w uniesieniu, w twych objęciach.. Jak mi łzy z po­liczka zcałowałeś ? I przy­tulo­nej spo­koj­nie zasnąć dałeś..? 


ty spra­wiłeś-że om­dlałam-w twych-objęciach-do­tykałeś-pieśłeś-naj­czul­sze-mo­-miejsca-po-ciele-jak po ­pie-pal­cem
natusiakty spra­wiłeśże om­dlałamw twychobjęciachdo­tykałeśpieściłeśnaj­czul­szemo­jemiejscapocielejak po ma­piepal­cembłądziłeśdoroz­koszyswymdo­tykiemdoprowadziłeśzaglądałeśgłębo­kow me oczyswójod­dechna mniezostawiłeśza­pachemzmysłypodrażniałeśtaktrwałoto chwilparęwpuściłamciędo środ­katak czuleczypa­miętaszto w ogólejakw uniesieniutwychobjęciachmi łzyz po­liczkazcałowałeśprzy­tulo­nejspo­koj­niezasnąćdałeś że om­dlałam w twychw twych objęciachobjęciach do­tykałeśpieściłeś naj­czul­szenaj­czul­sze mo­jemo­je miejscamiejsca popo cieleciele jak po ma­piejak po ma­pie pal­cempal­cem błądziłeśbłądziłeś dodo roz­koszyroz­koszy swymswym do­tykiemdo­tykiem doprowadziłeśdoprowadziłeś zaglądałeśzaglądałeś głębo­kogłębo­ko w me oczyswój od­dechod­dech na mniena mnie zostawiłeśzostawiłeś za­pachemza­pachem zmysłyzmysły podrażniałeśpodrażniałeś ii taktak trwałotrwało to chwilto chwil paręwpuściłam cięcię do środ­katak czule czyczy pa­miętaszpa­miętasz to w ogóleto w ogólejakjak w uniesieniuw twychtwych objęciachjak mi łzymi łzy z po­liczkaz po­liczka zcałowałeśzcałowałeśi przy­tulo­nejprzy­tulo­nej spo­koj­niespo­koj­nie zasnąćże om­dlałam w twych objęciachw twych objęciach do­tykałeśpieściłeś naj­czul­sze mo­jenaj­czul­sze mo­je miejscamo­je miejsca pomiejsca po cielepo ciele jak po ma­pieciele jak po ma­pie pal­cemjak po ma­pie pal­cem błądziłeśpal­cem błądziłeś dobłądziłeś do roz­koszydo roz­koszy swymroz­koszy swym do­tykiemswym do­tykiem doprowadziłeśdo­tykiem doprowadziłeś zaglądałeśdoprowadziłeś zaglądałeś głębo­kozaglądałeś głębo­ko w me oczyswój od­dech na mnieod­dech na mnie zostawiłeśna mnie zostawiłeś za­pachemzostawiłeś za­pachem zmysłyza­pachem zmysły podrażniałeśzmysły podrażniałeś ipodrażniałeś i taki tak trwałotak trwało to chwiltrwało to chwil paręwpuściłam cię do środ­katak czule czy pa­miętaszczy pa­miętasz to w ogólepa­miętasz to w ogólejak w uniesieniuw twych objęciachjak mi łzy z po­liczkami łzy z po­liczka zcałowałeśz po­liczka zcałowałeśi przy­tulo­neji przy­tulo­nej spo­koj­nieprzy­tulo­nej spo­koj­nie zasnąć

naj­bar­dziej lu­bię gdy ciemną nocą przychodzisz do mnie niczym tajemnica gdy w czułych objęciach uk­ry­ta za­sypiam i chwy­tam kur­czo­wo i trzy­mam się życia w tej cud­nej roz­koszy w twych oczu pieszczocie ma­leńka tak leżę pod tar­czą księżyca Dot­knij mnie... Dot­knij tak jak tyl­ko Ty potrafisz Wy­wołaj drżenie na mym stęsknionym ciele Dot­knij mnie... Dot­knij tak jak­bym miała zniknąć Za­nurz dłonie w mych włosach Dot­knij mnie... Dot­knij tak bym jęczała z roz­koszy Po­daruj spełnienie Dot­knij mnie... Do­tykiem Kochanka...Ma­ma os­trze­gała mnie przed nar­ko­tyka­mi i in­ny­mi środ­ka­mi uza­leżniający­mi. Zaw­sze sta­rałam się trzy­mać od nich jak naj­da­lej, aby przy­pad­kiem nie skończyć tak jak nar­ko­mani. Wte­dy po­jawiłeś się Ty. Byłeś naj­silniej­szą używką, skut­ka­mi bra­ku Ciebie były łzy i słaby stan psychiczny. Jes­teś nar­ko­tykiem, tak dob­rym, że nie da się te­go opi­sać. Każdy z Nas po­pad­nie kiedyś w to uza­leżnienie. Jest to bo­wiem naj­piękniej­szy nar­ko­tyk, zwa­ny miłością.Poległem na ołtarzu roz­koszy na co­kole miłości w Twych objęciach Zasnąłem w ra­ju gdzie dusza bez­tros­ko plątała się między twym lewym a pra­wym ramieniem Za­kuty sil­nym uścis­kiem i wol­ny jak nig­dy wcześniej roz­pa­lony Twą rozkoszą wzbiłem się Po­leciałem tam gdzie słońce roz­sta­wia swe promienie tam gdzie ptac­two króluje gdzie nogą nie stąpasz Upadłem jak nies­forny Ikar z prze­kona­niem że mogę wszys­tko lecz sam niewiele znaczę Spo­ry pro­cent osób, które spo­tyka­my na uli­cach, to ludzie puści w środ­ku, a za­tem ludzi, którzy są już mar­twi. Szczęściem dla nas, nie dos­trze­gamy te­go i nie zda­jemy so­bie spra­wy. Gdy­byśmy wie­dzieli, jak wielu ludzi jest de fac­to mar­twych i ilu z nich spra­wuje władzę nad naszym życiem, ze zgro­zy pos­tra­dali­byśmy zmysły.Wieczór to­warzyszem nas najsłod­sza ciem­ność płynie sma­kiem ust pełnym kras me ser­ce jeszcze nie zginie. Chcę Ciebie,a Ty mnie do­tykaj ser­cem tak bym czuła dziś Cię nieważne gdzie i jak. De­likat­nie czuję Twe ręce tak pięknie manewrują ja wokół się kręcę a one na ciele buszują. Ile nas w nich ile godzin roz­koszy spełnionych ile no­wych narodzin w cza­sach szalonych. Nie py­tam bo po co bądź i zaw­sze chciej na­wet i smutną nocą nadzieję swą miej. Do­tyk tak boski spoj­rze­nie maślane na nic są troski gdy oczy kochane.