Ucieknę gdzieś da­leko, zat­rzy­mam się w przyd­rożnym barze, zgu­bie tam nadzieje, która będzie umierać we mnie co­raz bar­dziej po każdym ko­lej­nym browarze.


ucieknę-gdzieś-da­leko-zat­rzy­mam ę-w przyd­rożnym-barze-zgu­bie-tam-nadzieje-która-będzie-umierać-we mnie-co­raz-bar­dziej
mutinousucieknęgdzieśda­lekozat­rzy­mam sięw przyd­rożnymbarzezgu­bietamnadziejektórabędzieumieraćwe mnieco­razbar­dziejpo każdymko­lej­nymbrowarzeucieknę gdzieśgdzieś da­lekozat­rzy­mam się w przyd­rożnymw przyd­rożnym barzezgu­bie tamtam nadziejektóra będziebędzie umieraćumierać we mniewe mnie co­razco­raz bar­dziejbar­dziej po każdympo każdym ko­lej­nymko­lej­nym browarzeucieknę gdzieś da­lekozat­rzy­mam się w przyd­rożnym barzezgu­bie tam nadziejektóra będzie umieraćbędzie umierać we mnieumierać we mnie co­razwe mnie co­raz bar­dziejco­raz bar­dziej po każdymbar­dziej po każdym ko­lej­nympo każdym ko­lej­nym browarze

obudź mnie z lo­du jak śnieżną figurkę sy­kiem wprost do ucha pod­nieś mnie dwuz­nacznie zat­rzy­maj w połowie po­między jed­nym dnem a drugim za­bierz mnie w podróż wijącym półszeptem pochodzącym z ciemności a ja zbliżę się do Ciebie niepos­trzeżenie przyz­wyczaję Cię do siebie - i ucieknę i może dam się złapać Nie wiem, czy mam jeszcze jakąkol­wiek nadzieję. Może ko­lej­ny raz życie ro­bi mi na złość i ona gdzieś się per­fidnie skryła, dając mi do zro­zumienia, że po­woli umieram? Nag­le ja­kaś siła zat­rzy­mała mnie. Ty szedłeś da­lej, ja stałam w bez ruchu nie mogąc wy­dobyć słowa. Szedłeś sam, nie zwra­cając uwa­gi, że mnie nie ma przy To­bie. Nag­le zniknąłeś... I wte­dy os­tatni raz szłam obok Ciebie... wte­dy os­tatni raz widziałam Twój cień...W pa­radzie smut­ku idę wol­no chcąc zro­zumieć coś cze­go mi nie wolno. Oczy suche, już wys­chnięte, z każdym mrug­nięciem co­raz bar­dziej ślepnę. Ser­ce scho­wane, dusza błądząca. Co­raz bar­dziej, co­raz ciszej, aż do os­tatniego od­dechu cierpiąca.Jes­teś jak gwiaz­da. Widzę Cię, błyszczysz jes­teś tak jas­ny, piękny jed­nak ta­ki da­leki. Wy­ciągam rękę mając nadzieję, że Cię dot­knę, złapię, zat­rzy­mam. tra­fiam na ni­cość. Jes­teś za da­leko.. Nocą sta­jesz się wy­raźny ta­ki real­ny, ale kiedy nas­ta­je dzień wszys­tko zni­ka.. Mówią, że da­lej świecisz.. Jed­nak ja nie widzę. Cze­kam na wieczór. Na czas, w którym Ty zaczy­nasz błyszczeć jeszcze jaśniej.W pew­nym mo­men­cie zaczy­nasz za bar­dzo czuć, że czas mi­ja, że ucieka, że nie da się go do­gonić. Od zaw­sze wie­działeś, że są godzi­ny, że za każdym ra­zem mi­ja ko­lej­na. Ale, uwierz mój przy­jacielu, to, co te­raz czuję to coś zu­pełnie in­ne­go. To strach przed niez­na­nym, to strach przed końcem. Końcem, które­go nie zap­la­nowałam so­bie, nie wy­myśliłam, bez­czel­nym i nieubłaganym. Końcem ta­kim, jak wszystkie...