Uj­rzałem siebie w li­niach na dłoni. Li­nia głowy pochy­lała się i gasła. Li­nia ser­ca bladła w obojętności. Li­nia życia biegła w mrok. In­ne li­nie wy­sychały u źródeł. Mo­je oczy opuściły dłoń. wy­ciągnąłem rękę ku przyszłości. Za­wisła w próżni.


uj­rzałem-siebie-w li­niach-na dłoni-li­nia głowy-pochy­ła ę-i gasła-li­nia ser­ca-bladła-w obojętnoś-li­nia życia-biegła
adamzjaworauj­rzałemsiebiew li­niachna dłonili­nia głowypochy­lała sięi gasłali­nia ser­cabladław obojętnościli­nia życiabiegław mrokin­ne li­niewy­sychałyu źródełmo­je oczyopuściłydłońwy­ciągnąłem rękęku przyszłościza­wisła w próżniuj­rzałem siebiesiebie w li­niachw li­niach na dłonili­nia głowy pochy­lała siępochy­lała się i gasłali­nia ser­ca bladłabladła w obojętnościli­nia życia biegłabiegła w mrokin­ne li­nie wy­sychaływy­sychały u źródełmo­je oczy opuściłyopuściły dłońwy­ciągnąłem rękę ku przyszłościuj­rzałem siebie w li­niachsiebie w li­niach na dłonili­nia głowy pochy­lała się i gasłali­nia ser­ca bladła w obojętnościli­nia życia biegła w mrokin­ne li­nie wy­sychały u źródełmo­je oczy opuściły dłoń

Kiedy od­po­wied­nia dłoń trzy­ma cię za rękę w żadną burzę nie stra­cisz głowy. Z cyk­lu po­wieści O marze­niach: Doświad­cze­nia z przyszłości.Niech na nią popatrzę... Z dwo­ma je­ziora­mi w oczach, Usiadła – obok na ławce, Prześliczna Blondwłosa. Choć jes­tem nieśmiały Spoj­rzałem na nią z ukosa. Już od ziemi oderwany Wciąż bu­jam w obłokach.Wy­ciągnąłem oto rękę do wro­ga me­go, który nie mógł wstać. To co mi od­po­wie­działo to je­go wzrok. Tyl­ko ty­le, a poczułem jak­by nap­luł mi w dłoń.Kiedy miłość weszła w treść życia, w zwyczaj, zda­wało mi się niepo­dobieństwem, żeby ten zwyczaj zos­tał przer­wa­ny bez zniszcze­nia za­razem wszys­tkich in­nych źródeł życia.Węże gu­bią swoją skórę dla ra­towa­nia siebie, ludzie gu­bią siebie dla ra­towa­nia skóry. Z cyk­lu po­wieści