Ukołysz swą cieka­wość i przeczy­taj mnie od początku. Ta opo­wieść nie da­je ci spokoju. O po­ran­ku dam ci znać, o wschodzie słońca, gdy twe oczy po­malo­wane są błękitem naszych spraw, które zos­tały gdzieś zagubione. Nie kłopo­taj mnie. Upa­jasz mój ból. To nas unosi. /The Wolves/ 


ukołysz-swą-cieka­wość-i-przeczy­taj-mnie-od początku-ta-opo­wieść-nie da­- spokoju-o-po­ran­ku-dam- znać-o-wschodzie-słońca-gdy
dooorotisukołyszswącieka­wośćprzeczy­tajmnieod początkuopo­wieśćnie da­jeci spokojupo­ran­kudamci znaćwschodziesłońcagdytweoczypo­malo­wanesą błękitemnaszychsprawktórezos­tałygdzieśzagubioneniekłopo­tajmnieupa­jaszmójbóltonasunosithewolves ukołysz swąswą cieka­wośćcieka­wość ii przeczy­tajprzeczy­taj mniemnie od początkuta opo­wieśćopo­wieść nie da­jenie da­je ci spokojuo po­ran­kupo­ran­ku damdam ci znaćo wschodziewschodzie słońcagdy twetwe oczyoczy po­malo­wanepo­malo­wane są błękitemsą błękitem naszychnaszych sprawktóre zos­tałyzos­tały gdzieśgdzieś zagubionenie kłopo­tajkłopo­taj mnieupa­jasz mójmój bólnas unosi/the wolves/ ukołysz swą cieka­wośćswą cieka­wość icieka­wość i przeczy­taji przeczy­taj mnieprzeczy­taj mnie od początkuta opo­wieść nie da­jeopo­wieść nie da­je ci spokojuo po­ran­ku dampo­ran­ku dam ci znaćo wschodzie słońcagdy twe oczytwe oczy po­malo­waneoczy po­malo­wane są błękitempo­malo­wane są błękitem naszychsą błękitem naszych sprawktóre zos­tały gdzieśzos­tały gdzieś zagubionenie kłopo­taj mnieupa­jasz mój ból

nie pytaj nie py­taj o miłość nie py­taj jak to jest do niej wra­cać co noc bez wyt­chnienia gdy nikt nie pamięta za­pachu jej perfum nie py­taj o wspom­nienia ser­ca drgnienie oka blask nie py­taj mnie o świt i zmie­rzchu czerwień nie py­taj mnie jak umarła uciekam tu­taj nie ma dla mnie miejsca tu­taj nie wschodzi dla mnie słońce uciekam pośród kro­pel deszczu w dżdżys­ty dzień prze­de mną długa droga uciekam w tej chwili bez butów i odzienia uciekam tu­taj już dla mnie nic nie ma tyl­ko pustka ciem­na cisza spra­ne bar­wy skur­wiałego życia Do­tyk twoich warg spra­wia,że upa­dam na kolana przeszłam przez zle czasy przeszałam przez dobre gdzieś głębo­ko we mnie mój umysł krzyczy weż mnie...szaleńczo,namiętnie wdzierając się w ciebie wid­mo łez jest da­le­ko stąd ból...czy nap­rawdę to czuję krwa­wię...rzeczy roz­szar­pują się we mnie ręce wznoszę ku tobie ciało opa­da jeszcze ciepłe pod twoim dotykiem drży i pro­si o więcej.  ...do­tyk twoich warg spra­wia,że upa­dam na kolana przeszłam przez zle czasy przeszałam przez dobre gdzieś głębo­ko we mnie mój umysł krzyczy weż mnie...szaleńczo,namietnie wdzierając się w ciebie wid­mo łez jest da­leko stąd ból...czy nap­rawdę to czuję krwa­wię-rzeczy roz­szar­pują się we mnie ręce wznoszę ku tobie ciało opa­da jeszcze ciepłe pod twoim dotykiem drży i pro­si o więcej.  Przyjdź przyjdź Na pro­gu snu. Gdy jes­tem bezwolna Jak marionetka. Bez­bron­na – jak dziecko. Przyjdź przyjdź Nie py­taj o nic. Unieś mnie za­bierz mnie Spraw by świat Składał się z pro­mieni słońca Z bla­dego powietrza I two­jego uśmiechu. Na­rysuj na białym piasku Mo­je ciało. Zdmuchnij niepot­rzebną suknię. Spraw Bym kołysała się W rytm fal Jak łódź Łódź wypływająca w pier­wszy rejs A ty w łodzi Zacza­ruj mnie jeszcze raz. Zam­knij w dłoni i na­daj imię, kto­rym zbudzisz następne­go dnia i spra­wisz że dzień ten nie minie. I otul mgłą ra­mion, poz­bieraj łzy. Zer­wij kaj­da­ny wspomnień. Zmęczo­nym no­gom zab­rakło sił by pójść - Ty mnie uwolnij. Zos­tawmy tam­te po­ran­ki i dni, gdy nas nap­rawdę nie było. Po­tem wyszep­taj do ucha mi, że te­raz to już na pew­no miłość...