w deszczo­we dni myślę o tobie at­ra­men­to­wymi łza­mi zdo­bię pościel za­sypuję po­całun­ka­mi cienie sa­mot­ność do ser­ca tulę w deszczo­we dni gdy deszcz po szy­bach drapie w dłoniach cicho prze­sypuję wspomnienia 01.05.2012 


w deszczo­we-dni-myślę-o tobie-at­ra­men­to­wymi-łza­mi-zdo­bię-pościel-za­sypuję-po­całun­ka­mi-cienie-­­ność-do ser­ca
spiratew deszczo­wednimyślęo tobieat­ra­men­to­wymiłza­mizdo­biępościelza­sypujępo­całun­ka­micieniesa­mot­nośćdo ser­catulędeszczo­wegdydeszczpo szy­bachdrapiedłoniachcichoprze­sypujęwspomnienia01052012 w deszczo­we dnidni myślęmyślę o tobieo tobie at­ra­men­to­wymiat­ra­men­to­wymi łza­miłza­mi zdo­bięzdo­bię pościelpościel za­sypujęza­sypuję po­całun­ka­mipo­całun­ka­mi cieniecienie sa­mot­nośćsa­mot­ność do ser­cado ser­ca tulętulę ww deszczo­wedeszczo­we dnidni gdygdy deszczdeszcz po szy­bachpo szy­bach drapiedrapie ww dłoniachdłoniach cichocicho prze­sypujęprze­sypuję wspomnieniaw deszczo­we dni myślędni myślę o tobiemyślę o tobie at­ra­men­to­wymio tobie at­ra­men­to­wymi łza­miat­ra­men­to­wymi łza­mi zdo­bięłza­mi zdo­bię pościelzdo­bię pościel za­sypujępościel za­sypuję po­całun­ka­miza­sypuję po­całun­ka­mi cieniepo­całun­ka­mi cienie sa­mot­nośćcienie sa­mot­ność do ser­casa­mot­ność do ser­ca tulędo ser­ca tulę wtulę w deszczo­wew deszczo­we dnideszczo­we dni gdydni gdy deszczgdy deszcz po szy­bachdeszcz po szy­bach drapiepo szy­bach drapie wdrapie w dłoniachw dłoniach cichodłoniach cicho prze­sypujęcicho prze­sypuję wspomnienia

I by­wają chwi­le ta­kie jak ta..w dni po­nure i deszczo­we ta­kie jak ten, gdy wszys­tkie zra­nione ser­ca tęsknią do swo­jej szczęśli­wej przeszłości i ludzi którzy ją tworzy­li..ja i mo­je ser­ce zaś nie chce­my znać czy też wspo­minać przeszłości i oso­by która ją tworzyła, liczy się tyl­ko dzień dzi­siej­szy, dzi­siej­sza sza­rość i dzi­siej­szy deszcz..bo czy war­to żyć dniem pop­rzed­nim na­wet jeśli był nad wy­raz słoneczny ? Chy­ba właśnie po tym można poz­nać ludzi nap­rawdę sa­mot­nych. Zaw­sze wiedzą, co ro­bić w deszczo­we dni. Zaw­sze można do nich zadzwo­nić. Zaw­sze są w do­mu. Piep­rzo­ne zawsze.Ty­le mam ra­dości, gdy o To­bie myślę . Ty­le dni prze­myśla­nych, ty­le no­cy niep­rzes­pa­nych . Tyl­ko za­kocha­nym ta­kie myśli co w głowie szu­kają korzyści .Malachitowe od­bi­cie taf­li wody. Niebo się pat­rzy... Ni­by osobno, a jed­nak zaw­sze razem. Men­talny do­tyk. De­likat­ny szept, za­myśle­ni w sobie. Niematerialność. Dnia kolorytem, uczu­ciami zmieszani. Bar­wy tęskno­ty. Niemym obiegiem prze­kazy­wane wieści. Snu ko­relac­ja. Długie czekanie, grzmo­tem błogosławieni. Deszczo­wa jedność. ...bo na­wet na pus­tynnej oazie, kiedyś mu­si spaść krop­la z nieba.Nakładam so­bie podkład sztucznej ra­dości, po­sypuję so­bie twarz pud­rem uda­wanej przy­ziem­ności. Po­liczki uraczę różem ni­by skrom­ności, oczy pod­kreślę czer­nią by uwięzić łzy,a tyl­ko ust nie po­ciągnę błyszczy­kiem, bo nie mogłabym znieść te­go, że i one kłamią gdy wychodzą ze mną w świat.Dlacze­go ludzie poświęcają czas, ry­zykują, próbują uz­dro­wić swo­je życie chodząc do wróżek, psycho­logów, le­karzy spec­ja­listów? Dlacze­go boją się od­dać cho­ciaż 7 dni Je­zuso­wi na włas­ność? Tyl­ko 7 dni życia sak­ra­men­ta­mi... Chrys­tus nap­rawdę leczy, uz­dra­wia, prag­nie Two­jego zbawienia.