W mej głowie bezwład, myśli stos, jak by je ułożyć, żeby wyszło coś. Choć je­den sen­sowny wers, cho­ciaż jed­no zdanie, a tu wciąż pustka, myśli nie poukładane. Lecz ta­ki mój los, w nie porządku. Chcąc ułożyć dob­ry wiersz, muszę zacząć od początku... :) 


w mej-głowie-bezwład-myśli-stos-jak-by  ułożyć-żeby-wyszło-coś-choć-­den-sen­sowny-wers-cho­ciaż-jed­no-zdanie-a- wciąż-pustka
sparkling angelw mejgłowiebezwładmyślistosjakby je ułożyćżebywyszłocośchoćje­densen­sownywerscho­ciażjed­nozdanietu wciążpustkanie poukładaneleczta­kimójlosnie porządkuchcącułożyćdob­rywierszmuszęzacząćod początku w mej głowiegłowie bezwładmyśli stosjak by je ułożyćżeby wyszłowyszło cośchoć je­denje­den sen­sownysen­sowny werscho­ciaż jed­nojed­no zdanietu wciąż pustkamyśli nie poukładanelecz ta­kita­ki mójmój losw nie porządkuchcąc ułożyćułożyć dob­rydob­ry wierszmuszę zacząćzacząć od początkuw mej głowie bezwładżeby wyszło cośchoć je­den sen­sownyje­den sen­sowny werscho­ciaż jed­no zdaniea tu wciąż pustkalecz ta­ki mójta­ki mój loschcąc ułożyć dob­ryułożyć dob­ry wierszmuszę zacząć od początku

Myśli za­gubione w zwykłej codzienności. Tworzy­my je na no­wo, szu­kamy w nich mądrości. A po co nam ta mądrość i ta jej powaga? Z głupo­ty to cho­ciaż pośmiać się wypada. I tak myśli­my so­bie na różne sposoby... Nasze MYŚLI - to nasze NASTROJE I nie ma na nie metody.A może by tak prościej? Połamać mi tyl­ko kości. W gips i by się zrosło I wyszło z pa­mięci naj­da­lej wiosną. Al­bo jeszcze inaczej. Zamęczyć mnie przez pracę. Może cho­ciaż nie zauważę Jak bar­dzo jes­tem ob­darta z marzeń. Że jak? Wiem. Nie może być prosto. Ra­ny le­piej sma­kują na ostro I le­piej żeby się nie goiło. A no­we za­daje wciąż sta­ra miłość.Gdy­bym tyl­ko mógł. Wzle­ciał bym po­nad chmury. Gdy­bym spłacił swój dług. Podzi­wiał bym do­liny i góry. Ale nie mogę. Tkwię tu uwięziony. Czuję Bo­ga trwogę. Choć na­dal jes­tem natchniony. On poz­wa­la mi tworzyć. Da­je spokój i skupienie. Aby z roz­rzu­conych słów ułożyć. Coś sen­sowne­go, bym poczuł swe istnienie..Słoneczny po­ranek lecz w głowie kłębiące się niejas­ne chmu­ry. Niedos­ko­nałość odez­wała się niep­roszo­na. W bez­silności ob­rońcą stały się zaszklo­ne źre­nice. Choć głos się złamał , ro­zum nies­tra­cony. Przy­bita do dna emoc­jo­nal­ne­go, czas ruszyć w drogę. Wyu­czo­ne ruchy, czas po­dob­nie minął. Tyl­ko ten szczegół. Zaw­sze myśli zap­rząta. Nie da­je spo­koju. Ten szczegół ma mnie na ce­low­ni­ku. Nie uk­ry­wa te­go. Dwa miej­sca. Jed­na twarz. Je­den cel? W głowie Mo­jej zam­knięta jak w zamku. Budzi się ze mną, dzień w dzień o poranku. I przez dzień cały to­warzys­twa dot­rzy­muje. Gdy Mor­feusz wzy­wa - na krok nie od­stępu­je. A myśli Ją Mo­je to tulą to całują, by była trzy met­ry nad niebem - dziel­nie pil­nują. Tak so­bie Księżniczka w głowie mej za­mie­szkała. I zu­pełnie przy­pad­ko­wo Mój świat poskładała.życie jest jak piep­rzo­ne do­mino . ciągle się przewraca cza­sami sta­je do góry nogami jest zbyt dużo al­bo zbyt mało elementów. wreszcie, gdy uda nam się coś ułożyć przychodzi wiatr i wszys­tko przew­ra­ca . znów od początku . jes­teś na pus­ty­ni .mar­twy pun­kt . nierówne podłoże, ciągły wiatr . i weź tu coś zbu­duj .