w prze­pych blasków ołtarza szep­ty mod­litw się zdobią i w ciszę zadumy płonących świec aureola wieńcem ob­le­ka skro­nie płaczących aż się smu­tek złagodzi bo nie uga­si się łza­mi tęczy wit­raża który ka­tedrę przys­tra­ja jak kom­natę w niebie i tyl­ko wes­tchnienie nagłego wzruszenia zaw­dzięczając miłość wstępu­je w bramę wybaczeń mniej się czuję samotny tu­taj znaj­dując ut­ra­cone­go sobie 


w prze­pych-blasków-ołtarza-szep­ty-mod­litw ę-zdobią-i-w ciszę-zadumy-płonących-świec-aureola-wieńcem-ob­­ka-skro­nie-płaczących
adnachielw prze­pychblaskówołtarzaszep­tymod­litw sięzdobiąw ciszęzadumypłonącychświecaureolawieńcemob­le­kaskro­niepłaczącychaż sięsmu­tekzłagodzibonie uga­si sięłza­mitęczywit­rażaktóryka­tedręprzys­tra­jajakkom­natęw niebietyl­kowes­tchnienienagłegowzruszeniazaw­dzięczającmiłośćwstępu­jew bramęwybaczeńmniej sięczujęsamotnytu­tajznaj­dującut­ra­cone­gosobie w prze­pych blaskówblasków ołtarzaołtarza szep­tyszep­ty mod­litw sięmod­litw się zdobiązdobią ii w ciszęw ciszę zadumyzadumy płonącychpłonących świecświec aureolaaureola wieńcemwieńcem ob­le­kaob­le­ka skro­nieskro­nie płaczącychpłaczących aż sięaż się smu­teksmu­tek złagodzizłagodzi bobo nie uga­si sięnie uga­si się łza­miłza­mi tęczytęczy wit­rażawit­raża któryktóry ka­tedręka­tedrę przys­tra­japrzys­tra­ja jakjak kom­natękom­natę w niebiew niebie ii tyl­kotyl­ko wes­tchnieniewes­tchnienie nagłegonagłego wzruszeniawzruszenia zaw­dzięczajączaw­dzięczając miłośćmiłość wstępu­jewstępu­je w bramęw bramę wybaczeńwybaczeń mniej sięmniej się czujęczuję samotnysamotny tu­tajtu­taj znaj­dującznaj­dując ut­ra­cone­gout­ra­cone­go sobie w prze­pych blasków ołtarzablasków ołtarza szep­tyołtarza szep­ty mod­litw sięszep­ty mod­litw się zdobiąmod­litw się zdobią izdobią i w ciszęi w ciszę zadumyw ciszę zadumy płonącychzadumy płonących świecpłonących świec aureolaświec aureola wieńcemaureola wieńcem ob­le­kawieńcem ob­le­ka skro­nieob­le­ka skro­nie płaczącychskro­nie płaczących aż siępłaczących aż się smu­tekaż się smu­tek złagodzismu­tek złagodzi bozłagodzi bo nie uga­si siębo nie uga­si się łza­minie uga­si się łza­mi tęczyłza­mi tęczy wit­rażatęczy wit­raża którywit­raża który ka­tedręktóry ka­tedrę przys­tra­jaka­tedrę przys­tra­ja jakprzys­tra­ja jak kom­natęjak kom­natę w niebiekom­natę w niebie iw niebie i tyl­koi tyl­ko wes­tchnienietyl­ko wes­tchnienie nagłegowes­tchnienie nagłego wzruszenianagłego wzruszenia zaw­dzięczającwzruszenia zaw­dzięczając miłośćzaw­dzięczając miłość wstępu­jemiłość wstępu­je w bramęwstępu­je w bramę wybaczeńw bramę wybaczeń mniej sięwybaczeń mniej się czujęmniej się czuję samotnyczuję samotny tu­tajsamotny tu­taj znaj­dująctu­taj znaj­dując ut­ra­cone­goznaj­dując ut­ra­cone­go sobie 

Żar na ser­cu tli się po­wol­nym płomieniem. I żad­na z łez nie uga­si te­go.. nie uga­si tego. Lu­biłam te słowa że byłeś mój.. mój na zawsze. Je­dyne co mnie ba­wi to ze mójWy­ciszo­na przestrzeń przeob­raża się w smu­tek i tęsknotę za oso­ba której wi­zeru­nek zna tyl­ko serce.Za­biliśmy dzi­siaj miłość Szty­letem os­trych słów I ciem­niej się zrobiło I ja­koś chłod­niej nam znów Zapłakałoby się sobie Lecz brakło w stud­ni łez 'Wróć' twe ser­ce nie powie I ja mu nie po­wiem też Choć smu­tek nas kołysze Op­la­ta wspom­nień nić Idziemy wciąż w tę ciszę da­lej... A da­lej nie ma nic Mój smu­tek roz­bi­ja się o skały niez­ro­zumienia niczym okręt w cza­sie sztor­mu i opa­dam z wol­na w prze­paść niemyśle­nia jak ka­leki sta­tek na dno...Cza­sem odechciewa się żyć, bo smu­tek nie ma lat. Może być dziec­kiem, które cze­ka na przy­tule­nie i miłe słowa, młodym, który prag­nie ak­ceptac­ji i do­cenienia, star­szym, który pot­rze­buje zain­te­reso­wania i uśmie­chu. Smu­tek nie pat­rzy na wiek, urodę czy po­zycję społeczną...on po pros­tu by­wa i tak jak ra­dość jest wpi­sany w życie.Pier­wsze wes­tchnienie miłości to os­tatnie wes­tchnienie rozumu.