W splo­cie wzniosłym dwa ciała drżące W miej­scu gdzie par­no i po­tem pachnące Na szczy­ty roz­koszy wspi­na się Ona Na mej męskości jak bluszczem opleciona 


w splo­cie-wzniosłym-dwa-ciała-drżą-w-miej­scu-gdzie-­no-i po­tem-pachną-na-szczy­ty-roz­koszy-wspi­na ę-ona-na-mej-męskoś
panbarnabaw splo­ciewzniosłymdwaciaładrżącemiej­scugdziepar­noi po­tempachnącenaszczy­tyroz­koszywspi­na sięonamejmęskościjak bluszczemopleciona w splo­cie wzniosłymwzniosłym dwadwa ciałaciała drżącedrżące ww miej­scumiej­scu gdziegdzie par­nopar­no i po­temi po­tem pachnącepachnące nana szczy­tyszczy­ty roz­koszyroz­koszy wspi­na sięwspi­na się onaona nana mejmej męskościmęskości jak bluszczemjak bluszczem opleciona w splo­cie wzniosłym dwawzniosłym dwa ciaładwa ciała drżąceciała drżące wdrżące w miej­scuw miej­scu gdziemiej­scu gdzie par­nogdzie par­no i po­tempar­no i po­tem pachnącei po­tem pachnące napachnące na szczy­tyna szczy­ty roz­koszyszczy­ty roz­koszy wspi­na sięroz­koszy wspi­na się onawspi­na się ona naona na mejna mej męskościmej męskości jak bluszczemmęskości jak bluszczem opleciona 

dopóki mam tę nadzieje dopóty będę trwać w tym miej­scu gdzie jes­tem te­raz, a gdy ona znik­nie i ja zniknę wraz z nią... ________________________________ mo­ja pier­wsza myśl wiec nie bądźcie su­rowi :) Noc,dzień wszys­tko się plącze jak na gałęzi nit­ki pajęcze, jak w og­rodzie krzak bluszczu op­la­ta miękkim powojem, jak ręce mo­je i Twoje. W uścis­ku,splo­cie,spoj­rze­niu i geście i ręce i us­ta i ciało w rytm ser­ca przyspiesza,opada by wznieść się w zachwycie i myśli się plączą i tchu braknie. Wszys­tko to dziw­ne i niezrozumiałe i od no­wa do końca, od końca do początku i już nie wiem na ja­kim zakątku, miej­scu,cza­sie to uniesienie, a może to wszystko... przez Two­je spojrzenie Poległem na ołtarzu roz­koszy na co­kole miłości w Twych objęciach Zasnąłem w ra­ju gdzie dusza bez­tros­ko plątała się między twym lewym a pra­wym ramieniem Za­kuty sil­nym uścis­kiem i wol­ny jak nig­dy wcześniej roz­pa­lony Twą rozkoszą wzbiłem się Po­leciałem tam gdzie słońce roz­sta­wia swe promienie tam gdzie ptac­two króluje gdzie nogą nie stąpasz Upadłem jak nies­forny Ikar z prze­kona­niem że mogę wszys­tko lecz sam niewiele znaczę Te­raz dzieje się grzechów odpust. Do­piero ra­no, ra­no sie odezwiesz, te­raz Cię cicho błagam - Weź mnie! Jak­by pier­wszy raz żądzy miał być upust Zwie­dzaj mo­je ciało jak­by lądem było. niez­na­nym ni To­bie ni mnie. Od­kryj miej­sca gdzie jest Ci miło, kosztuj mnie, na­wet we śnie. Te­raz ja wspi­nam się po Tobie jak­byś góra był, nie sobą. Zas­ta­nawiasz się co zrobię? Zdobędę szczyt, to będzie Twą nagrodą.Często myślę o tym wy­rażeniu „zaczer­pnąć po­wiet­rza”. Oz­nacza ono, że idzie się gdzie in­dziej, żeby je zna­leźć. Oz­nacza dosłow­nie: w miej­scu, w którym jes­tem, duszę się.Miłość jest jak sta­nie na szczy­cie stro­mej góry - ry­zyko og­romne, ale ja­kie piękne widoki!