W tęskno­cie bez wy­razu, bez świadków i cienia. W świet­le słońca i od­bi­tych je­go promieniach, Żal ogarnia... Ból przeszywa... Gdzie miłość? Gdzie szczęście? Gdzie Ty jesteś? kochan­ku daw­nych nocy, ciepły do­tyku warg roz­ga­niający złe duchy, Umarłeś? a może... w ogóle nie-byłeś? 


w tęskno­cie-bez-wy­razu-bez-świadków-i cienia-w-świet­-słońca-i od­bi­tych-­go-promieniach-Żal-ogarnia-ból-przeszywa-gdzie
lio159w tęskno­ciebezwy­razuświadkówi cieniaświet­lesłońcai od­bi­tychje­gopromieniachalogarniabólprzeszywagdziemiłośćszczęściety jesteśkochan­kudaw­nychnocyciepłydo­tykuwargroz­ga­niającyzłeduchyumarłeśmożew ogóleniebyłeś w tęskno­cie bezbez wy­razubez świadkówświadków i cieniaw świet­leświet­le słońcasłońca i od­bi­tychi od­bi­tych je­goje­go promieniachŻal ogarniaogarnia bólból przeszywaprzeszywa gdziegdzie miłośćgdzie szczęściegdzie ty jesteśkochan­ku daw­nychdaw­nych nocyciepły do­tykudo­tyku wargwarg roz­ga­niającyroz­ga­niający złezłe duchymoże w ogólew tęskno­cie bez wy­razubez świadków i cieniaw świet­le słońcaświet­le słońca i od­bi­tychsłońca i od­bi­tych je­goi od­bi­tych je­go promieniachŻal ogarnia bólogarnia ból przeszywaból przeszywa gdzieprzeszywa gdzie miłośćkochan­ku daw­nych nocyciepły do­tyku wargdo­tyku warg roz­ga­niającywarg roz­ga­niający złeroz­ga­niający złe duchya może w ogóle

Nie płacz. Mamo. Kiedy Ty płaczesz wte­dy na pew­no wiem, że jest źle. Kiedyś znajdę dla Ciebie miejsce, gdzie będziesz żyła spokojnie. Miej­sce, gdzie nie do­sięgną Cię żad­ne zmartwienia. Gdzie prob­le­my będą zat­rzy­mywać się przed uliczką ut­kaną z Twoich ulu­bionych zielo­nych pnącz. Poz­wolę Ci bez­pie­cznie kroczyć po trawnikach zielo­nych po­lanach, bez róż z kolcami, bez żądlących pszczół. Będę za­mawiać dla Ciebie słoneczną pogodę co ra­no, przez ma­giczny te­lefon do Tęczy. Ma­mo, tyl­ko daj mi jeszcze trochę czasu, abym mogła dorosnąć.Ra­tunek nad­szedł ze stro­ny, gdzie nie było żywe­go ducha. Położyłam na le­wej dłoni dwa wspom­nienia. Od ser­ca żyłami popłynęło w nie życie, tęskno­ta, łzy i szczęście. Ciepło krwi za­rumieniło czy­jeś po­liczki wstydem. Za­ciśnięta pięść nie zmieści wiele powietrza. Jest ta­ka przes­trzeń, gdzie nie ma po­wiet­rza, gdzie się nie oddycha. Jest ta­ka przes­trzeń, do której nie wchodzisz bez zaproszenia. Jest ta­kie miej­sca, gdzie nie ma już miejsca...ta­kiej czułości mi trze­ba co kwit­nie w dłoniach bez przer­wy na jesień czułości której og­nisko roz­pa­lają us­ta twoje na moich wzgórkach tkliwych do­tyku co wzbiera mi falą i ra­mion rozłożystych gdzie sko­na tęskno­ta moja Gdzie wchodzi szczęście, tam zawiść rozpoczyna oblężenie i walczy z nim; a gdzie odchodzi, zostawia boleść i żal.Tu gdzie życie się kończy a śmierć zaczyna, Tu gdzie sa­mot­ność człowieka wzywa. Tu gdzie ser­ce do przo­du się wy­rywa, Tu gdzie zła myśl prze­wagę zdo­bywa. Tu gdzie sta­jesz sam na sam z przeznaczeniem, Tu gdzie jest gra­nica, potępienia ze zbawieniem. Tu gdzie strach pa­nuje nad wolnością Tu gdzie związek bu­dujesz z samotnością Bez przeszłości, gdzie jest wi­na? Bez przyszłości, gdzie jest strach? A bez wi­ny i strachu, kim jes­tem ja?