W twych objęciach za­tonąć i za­mie­szkać w ser­cu Twym na zawsze...


w twych-objęciach-za­ąć-i za­mie­szkać-w ser­cu-twym-na zawsze
opuszczonaw twychobjęciachza­tonąći za­mie­szkaćw ser­cutwymna zawszew twych objęciachobjęciach za­tonąćza­tonąć i za­mie­szkaći za­mie­szkać w ser­cuw ser­cu twymtwym na zawszew twych objęciach za­tonąćobjęciach za­tonąć i za­mie­szkaćza­tonąć i za­mie­szkać w ser­cui za­mie­szkać w ser­cu twymw ser­cu twym na zawszew twych objęciach za­tonąć i za­mie­szkaćobjęciach za­tonąć i za­mie­szkać w ser­cuza­tonąć i za­mie­szkać w ser­cu twymi za­mie­szkać w ser­cu twym na zawszew twych objęciach za­tonąć i za­mie­szkać w ser­cuobjęciach za­tonąć i za­mie­szkać w ser­cu twymza­tonąć i za­mie­szkać w ser­cu twym na zawsze

Po­tokiem Twych słów płynę Wraz z prądem pochłonięta Ich wil­gotnym dotykiem Pogłaskana Tak nag­le przez każde z osobna Wyb­ra­na spośród tłumu W ich objęciach tonę I w Twym szep­cie kojącym Ser­ce dla Ciebie bijące Tonące w Two­jej piersi Szem­rzącej mną w Tobie O miłości ob­la­na cudem Rozpływaj się w naszych ciałach Złączo­nych przys­pie­szo­nym oddechem Z na­giej pier­si ula­tuje westchnienie Wspólne­go jęku Po­wol­ny szum ciał ogar­nia zmysły I gu­bi się jaźń w dwóch słowach Ty spra­wiłeś, że om­dlałam w Twych objęciach Do­tykałeś, pieściłeś naj­czul­sze mo­je miejsca Po ciele jak po ma­pie pal­cem błądziłeś Do roz­koszy swym do­tykiem doprowadziłeś Zaglądałeś głębo­ko w me oczy, swój od­dech na mnie zostawiłeś Za­pachem zmysły podrażniałeś I tak trwało to chwil parę.. Wpuściłam Cię do środ­ka.. tak czule Czy pa­miętasz to w ogóle ? Jak w uniesieniu, w twych objęciach.. Jak mi łzy z po­liczka zcałowałeś ? I przy­tulo­nej spo­koj­nie zasnąć dałeś..? dlaczego by twych piersi pieścić róże w twym życiu trze­ba zostać na dłużej? Człowiek mógłby za­mie­szkać na­wet w głębi­nie oceanu, gdy­by mu stop­niowo zmieniać Poległem na ołtarzu roz­koszy na co­kole miłości w Twych objęciach Zasnąłem w ra­ju gdzie dusza bez­tros­ko plątała się między twym lewym a pra­wym ramieniem Za­kuty sil­nym uścis­kiem i wol­ny jak nig­dy wcześniej roz­pa­lony Twą rozkoszą wzbiłem się Po­leciałem tam gdzie słońce roz­sta­wia swe promienie tam gdzie ptac­two króluje gdzie nogą nie stąpasz Upadłem jak nies­forny Ikar z prze­kona­niem że mogę wszys­tko lecz sam niewiele znaczę Opuściły mnie siły gdy padłam w Twe ramiona od­dając każde drżenie by było bliżej Ciebie Zakręcił mną świat lekką od beztroski bym urosła w Twych objęciach i na no­wo zakwitła