W cho­wane­go gram ze światem, często też sa­ma z sobą. Boję się włas­ne­go cienia, od­bi­cia w lus­trze pełne­go zmęczenia. Uczuć gnijących, w myślach ból trwający... Nie słysząc nadziei, widząc blask tych co cierpieli. Wijących się węży widzę tu sporo. Sępów, które myśli do piekieł za sobą biorą. De­monów zła, łez krwi płynących. Dusz zabłąka­nych w tym świecie bez wiary.


w-cho­wane­go-gram-ze światem-często-też-­-z sobą-boję ę-włas­ne­go-cienia-od­bi­cia-w lus­trze-pełne­go-zmęczenia-uczuć
chemicalscho­wane­gogramze światemczęstoteżsa­maz sobąboję sięwłas­ne­gocieniaod­bi­ciaw lus­trzepełne­gozmęczeniauczućgnijącychw myślachbóltrwającyniesłyszącnadzieiwidzącblasktychco cierpieliwijących sięwężywidzętu sporosępówktóremyślido piekiełza sobąbiorąde­monówzłałezkrwipłynącychduszzabłąka­nychw tymświeciebezwiaryw cho­wane­gocho­wane­go gramgram ze światemczęsto teżteż sa­masa­ma z sobąboję się włas­ne­gowłas­ne­go cieniaod­bi­cia w lus­trzew lus­trze pełne­gopełne­go zmęczeniauczuć gnijącychw myślach bólból trwającytrwający nienie słyszącsłysząc nadzieiwidząc blaskblask tychtych co cierpieliwijących się wężywęży widzęwidzę tu sporoktóre myślimyśli do piekiełdo piekieł za sobąza sobą biorąde­monów złałez krwikrwi płynącychdusz zabłąka­nychzabłąka­nych w tymw tym świecieświecie bezbez wiaryw cho­wane­go gramcho­wane­go gram ze światemczęsto też sa­mateż sa­ma z sobąboję się włas­ne­go cieniaod­bi­cia w lus­trze pełne­gow lus­trze pełne­go zmęczeniaw myślach ból trwającyból trwający nietrwający nie słyszącnie słysząc nadzieiwidząc blask tychblask tych co cierpieliwijących się węży widzęwęży widzę tu sporoktóre myśli do piekiełmyśli do piekieł za sobądo piekieł za sobą biorąłez krwi płynącychdusz zabłąka­nych w tymzabłąka­nych w tym świeciew tym świecie bezświecie bez wiary

Wreszcie się przyz­nałam. Przed sobą. Do­rosłam i nie boję się po­wie­dzieć, że szu­kam miłości, sil­nej, sta­bil­nej i głębo­kiej. Nie żad­nych ro­mansów i miłos­tek. Nie czas również, w moim wieku, kochać się w wyob­rażeniach. Z doświad­cze­nia wiem, że one te­go nie od­wza­jem­nią. Cho­ciaż ludzie z krwi i kości także nie muszą.Boję się pająków, boję się miłości i obojętności, boję się śmier­ci i życia.. boję się. Ten strach sta­je się de­finicją mo­jego życia. Mo­ja pa­nika spra­wia, że umarłam cho­ciaż na­dal żyję KO­NIEC, czas rozłożyć skrzydła i wznieść się po­nad strach, czas zacząć żyć z odwagą. Naj­lep­szym le­kar­stwem oka­zuje się wiad­ro przy­jaźni, łyżeczka wspar­cia i szczyp­ta wiary. Po raz ko­lej­ny dziękując Ci za to że jes­teś ! Długo­let­nie błądze­nie w ciem­nościach w poszu­kiwa­niu praw­dy od­czu­wanej, lecz nieu­chwyt­nej, głębo­kie prag­nienie oraz przep­la­tające się ze sobą ok­re­sy wiary i zwątpienia, które pop­rzedzają jas­ne i pełne zro­zumienie, zna­ne są wyłącznie tym, którzy sa­mi ich doświadczyli.Zdradzać się przed ludźmi oz­nacza głupotę. Zdradzać się przed sa­mym sobą - słabość i niedos­ta­teczną dys­cyplinę. Trze­ba sa­memu być w pan­cerzu, żeby dru­gich w pan­cerze za­kuć. Pew­ne myśli, uczu­cia i od­ruchy na­leży w so­bie bez­względnie i bez­li­tośnie za­bijać. Trze­ba być pew­nym siebie jak pre­cyzyj­ne­go instrumentu.Wciąż chcę pisać lepiej. W dzisiejszym świecie spotykamy się z twórczością cenionych nieraz umysłów, zarażonych rozpaczą, relatywizmem, niewiarą, materializmem, postmodernizmem. Wiersz religijny może wydać się za słaby, zbyt zagłuszony. Ale nie dostrzegany odbiorca jest, odbiorca, który szuka nadziei, prawdy, autentyzmu i nie idzie za tym, co modne. W świecie niewiary próbuję mówić o wierze, w świecie bez nadziei - o nadziei, w świecie bez miłości - o miłości.Nie ma po­wodów by kochać Nie ma po­wodów by żyć Nie ma po­wodów by zostać Dla mnie żyjesz tyl­ko Ty Zos­tają tyl­ko wspomnienia, Je­dynej przy­jaźni bliskość Dzi­siaj nic nie ma znaczenia Jak krew, cier­pka jak wino Słyszę głos, widzę gorzkie łzy W myślach dziękuję, że istniejesz W nas sa­mot­ności gen, wokół set­ka drwin Nie szu­kaj miłości, Ona znaj­dzie Ciebie Wzniecam ko­hortę niez­liczo­nych uczuć Widzę przed sobą ciem­ny las Choćbyś była tam sa­ma w ob­liczu strachu Tyl­ko po­myśl, po­jawię się ja.