W kominie gaśnie płomień, Świerszcz ćwierka smętne trele. Ktoś na pamiątkę po mnie Wziął biały pantofelek. [...] A sercu trudno wierzyć: Nie minie czasu wiele – On wszystkim zacznie mierzyć Mój biały pantofelek.


w-kominie-gaśnie-płomień-Świerszcz-ćwierka-smętne-trele-ktoś-na-pamiątkę-po-mnie-wziął-biały-pantofelek-a-sercu-trudno-wierzyć-nie
anna achmatowakominiegaśniepłomieńŚwierszczćwierkasmętnetrelektośnapamiątkępomniewziąłbiałypantofeleksercutrudnowierzyćnieminieczasuwieleonwszystkimzaczniemierzyćmójw kominiekominie gaśniegaśnie płomieńŚwierszcz ćwierkaćwierka smętnesmętne trelektoś nana pamiątkępamiątkę popo mniemnie wziąłwziął białybiały pantofeleksercu trudnotrudno wierzyćnie minieminie czasuczasu wielewiele –– onon wszystkimwszystkim zaczniezacznie mierzyćmierzyć mójmój białybiały pantofelekw kominie gaśniekominie gaśnie płomieńŚwierszcz ćwierka smętnećwierka smętne trelektoś na pamiątkęna pamiątkę popamiątkę po mniepo mnie wziąłmnie wziął białywziął biały pantofelek[] a sercua sercu trudnosercu trudno wierzyćnie minie czasuminie czasu wieleczasu wiele –wiele – on– on wszystkimon wszystkim zaczniewszystkim zacznie mierzyćzacznie mierzyć mójmierzyć mój białymój biały pantofelek

milszy mi jest pantofelek od ciebie ty skurwysyniePłomień mnie nau­czył, że wszys­tko gaśnie w czasie.Cza­sami mój świat jest czar­no-biały , to co jest w nim uroz­maico­ne to tyl­ko figury Czyj sposób myśle­nia jest właści­wy? Mój, oczy­wiście. Ludzie, którzy się ze mną nie zgadzają są z de­finic­ji sza­leni. (Do mo­men­tu, gdy zmienię zda­nie, wte­dy mogą nag­le stać się przykład­ny­mi oby­wate­lami. Jes­tem elas­tyczny, nie czarno-biały.) Cza­sami nie śpi człowiek w no­cy, pat­rzy w ciem­ność pus­ty­mi ocza­mi i myśli: Za coś ty mnie, życie, tak po­kaleczyło? Za co ta ka­ra? Nie znaj­duję od­po­wie­dzi ni w ciem­ności, ni w biały dzień....czu­je sie jak błogoslawiona i od­stra­wiona na bok życia prze­raza mnie i jed­noczes­nie cie­szy nieod­sta­wal­nosc tego co prze­de mna en­dorfi­nowa rze­ka raz sie burzy od fal i zry­wa brzegi raz opada od zes­chniete­go od słońca dna straszy pus­ty­nią krajobrazu dziw­ne sny za­mie­szku­ja w za­kamar­kach mej głowy biały mo­tyl wy­latu­je z pod mo­jej pachy we włosach zapląta­la sie wiosna niech w mym sercu ona pozostanie i rozkwita...