Wciąż jeszcze się po­tykam o odłam­ki moich roz­trzas­ka­nych marzeń.


wciąż-jeszcze ę-po­tykam-o odłam­ki-moich-roz­trzas­ka­nych-marzeń
jatojawciążjeszcze siępo­tykamo odłam­kimoichroz­trzas­ka­nychmarzeńwciąż jeszcze sięjeszcze się po­tykampo­tykam o odłam­kio odłam­ki moichmoich roz­trzas­ka­nychroz­trzas­ka­nych marzeńwciąż jeszcze się po­tykamjeszcze się po­tykam o odłam­kipo­tykam o odłam­ki moicho odłam­ki moich roz­trzas­ka­nychmoich roz­trzas­ka­nych marzeńwciąż jeszcze się po­tykam o odłam­kijeszcze się po­tykam o odłam­ki moichpo­tykam o odłam­ki moich roz­trzas­ka­nycho odłam­ki moich roz­trzas­ka­nych marzeńwciąż jeszcze się po­tykam o odłam­ki moichjeszcze się po­tykam o odłam­ki moich roz­trzas­ka­nychpo­tykam o odłam­ki moich roz­trzas­ka­nych marzeń

Uśmie­cham się do moich smut­nych myśli, Uśmie­cham się do sza­rych, nud­nych spraw I wra­ca smak - smak ciepłych słońcem wiśni, Co zos­tał hen, za morzem czar­nych kaw... Do marzeń mych, co się na wiet­rze chwieją Co dzień, z nadzieją, pier­wsza uśmie­cham się! Ty­le po­całunków po­daro­wałam wiat­ro­wi aby musnął Twój po­liczek ode mnie. Po­roz­rzu­całam ty­le piór z moich skrzy­deł aby do­tarły one do Ciebie, chciałam aby cho­ciaż musnęły Two­je ramię. Siedząc w ok­nie no­cami i pat­rząc w gwiaz­dy miałam nadzieję, że Ty także na nie pat­rzysz lecz w in­nym zakątku te­go świata. Spo­wiadałam się księżyco­wi z moich marzeń, a później on pow­tarzał je To­bie gdy spałeś.Kradłeś po­całun­ki moich dłoni a po­tem zap­la­tałeś je w mo­je włosy Kradłeś po­całun­ki ust moich i za­mykałeś je w swoim wnętrzu Kradłeś zachwyt moich spojrzeń i od­da­wałeś je w namiętności... Roz­kwi­tałam w tęczówkach Twoich oczu Roz­kwi­tałam w Twoim dotyku A Ty pat­rzyłeś jak z zam­knięte­go pąka prze­mieniam się w różę...W każdej duszy tkwią odłam­ki roz­bi­tego zwierciadła, poskładać je może je­dynie ten, kto pot­ra­fi się w nich przejrzeć... in­spir. by ~sand jes­teś muzykiem a ja instrumentem mus­kasz moją ta­lię gitary aby grać w mym umyśle na lirze moich marzeń aby móc znów szar­pnąć stru­ny moich westchnień Bo widzisz, Pa­nie Boże, mi­mo każdej łzy, os­tatnich spoj­rzeń, za­kończo­nych roz­działów i słów, które uniżyły wszys­tkie gwiaz­dy, mi­mo tej każdej rzeczy, ja wciąż wierzę w miłość. A gdy zbliża się ko­niec, żyję z nadzieją, że mo­ja podróż jeszcze się nie skończyła i modlę się o to, aby bez­gra­niczna miłość, jaką do Niego czuję, w ja­kiś sposób mi ją umożliwiła.