Wczo­raj wie­czo­rem po­wie­dział do mnie: Kiedy sto­sujesz iro­nię, nig­dy nie nadążam. Jes­tem wol­niej­szy. Jak­byś ty była błys­ka­wicą, a ja grzmotem.


wczo­raj-wie­czo­rem-po­wie­dział-do mnie-kiedy-sto­sujesz-iro­ę-nig­dy-nie nadążam-jes­tem wol­niej­szy-jak­byś ty była
elizabeth gilbertwczo­rajwie­czo­rempo­wie­działdo mniekiedysto­sujesziro­nięnig­dynie nadążamjes­tem wol­niej­szyjak­byś ty byłabłys­ka­wicąa ja grzmotemwczo­raj wie­czo­remwie­czo­rem po­wie­działpo­wie­dział do mniekiedy sto­sujeszsto­sujesz iro­nięnig­dy nie nadążamjak­byś ty była błys­ka­wicąwczo­raj wie­czo­rem po­wie­działwie­czo­rem po­wie­dział do mniekiedy sto­sujesz iro­nię

Nie jes­tem wys­tar­czająco dob­ra dla Ciebie ?  Wiesz co to oz­nacza ? Nig­dy nie będę two­ja, nie jes­tem idealna, nie mam fi­gur­ki modelki, ani zacho­wania księżniczki, tym­bar­dziej głosu słowika. Nig­dy nie będę ideal­na w Twoich oczach. Nie warto. Ale i tak codzien­nie wie­czo­rem pat­rze w lus­tro i proszę byś mnie pokochał. Chce być idealna. Idealna.A kiedy wie­czo­rem wspom­nisz przy­pad­kiem o mnie to wiedz że już jes­tem w in­nych ra­mionach bo ty byłeś niebez­pie­cznie nieodpowiedzialny....Kiedy pogrążam się w myślach, tyl­ko przym­knięte po­wieki są granicą nie do przekroczenia. Staję się wte­dy ciszą. De­likatną me­lodią od­bi­jam sie od ścian nieporozumienia. Jes­tem też wte­dy wodą. Prze­ciekam przez pal­ce rzeczywistości. Uciekam kroplą. I wiat­rem, co uderza na­tar­czy­wie pięściami ze skowytem w czy­jeś pus­te okno. Bo widzisz. Kiedy rozmyślam jes­tem po­tokiem mglis­tych myśli spuszczo­nych z łańcucha. Jes­tem też raj­skim ptakiem. Rozkładam skrzydła, przy­siadam na obłoku. Nig­dy mnie wte­dy nie szukaj...Wczo­raj się do­wie­działam że mogłam stra­cic przy­jaciółkę na zaw­sze, po­wie­działa mi co zro­biła - cos co mogło skończyć jej życie....a ja nie mogę dojść do ciebie bo jes­tem świado­ma jak niewiele bra­kowało żebym ja stra­ciła...nie pot­ra­fie te­raz dojść do siebie....Ka­riera za­wodo­wa w gru­zach, sa­mot­ne wie­czo­ry i przed­wczo­raj­szy obiad kon­su­mowa­ny nocą w to­warzys­twie księżyca z przy­lepionym no­sem do brud­nej szyby... Tak, to przyz­woita ce­na za ko­bietę, którą kochał za bardzo.Kiedy ma­ma zmarła... mój oj­ciec ja­ko je­dyny nie płakał. Po­wie­dział, że była wielką podróżniczką i że wiel­kiej podróżniczki nie wol­no zatrzymywać.