wdzierając się w duszę, w wędrówce przez przes­trzeń bez gra­nic po­raża cię su­rowość krajobrazu two­je spaz­my roz­koszy roz­le­wają się we mnie, zagarniając jeszcze przebłys­ki świado­mości wiążą cię z życiem w końcu pod­da­jesz się na szczycie nie ma prze­bacze­nia dla samounicestwienia...


wdzierając ę-w duszę-w wędrówce-przez-przes­trzeń-bez-gra­nic-po­raża-ę-su­rowość-krajobrazu-two­-spaz­my-roz­koszy
amawdzierając sięw duszęw wędrówceprzezprzes­trzeńbezgra­nicpo­rażacięsu­rowośćkrajobrazutwo­jespaz­myroz­koszyroz­le­wają sięwe mniezagarniającjeszczeprzebłys­kiświado­mościwiążąz życiemkońcupod­da­jesz sięna szczycieniema prze­bacze­niadlasamounicestwieniawdzierając się w duszęw wędrówce przezprzez przes­trzeńprzes­trzeń bezbez gra­nicgra­nic po­rażapo­raża cięcię su­rowośćsu­rowość krajobrazukrajobrazu two­jetwo­je spaz­myspaz­my roz­koszyroz­koszy roz­le­wają sięroz­le­wają się we mniezagarniając jeszczejeszcze przebłys­kiprzebłys­ki świado­mościświado­mości wiążąwiążą cięcię z życiemz życiem ww końcukońcu pod­da­jesz siępod­da­jesz się na szczyciena szczycie nienie ma prze­bacze­niama prze­bacze­nia dladla samounicestwieniaw wędrówce przez przes­trzeńprzez przes­trzeń bezprzes­trzeń bez gra­nicbez gra­nic po­rażagra­nic po­raża ciępo­raża cię su­rowośćcię su­rowość krajobrazusu­rowość krajobrazu two­jekrajobrazu two­je spaz­mytwo­je spaz­my roz­koszyspaz­my roz­koszy roz­le­wają sięroz­koszy roz­le­wają się we mniezagarniając jeszcze przebłys­kijeszcze przebłys­ki świado­mościprzebłys­ki świado­mości wiążąświado­mości wiążą cięwiążą cię z życiemcię z życiem wz życiem w końcuw końcu pod­da­jesz siękońcu pod­da­jesz się na szczyciepod­da­jesz się na szczycie niena szczycie nie ma prze­bacze­nianie ma prze­bacze­nia dlama prze­bacze­nia dla samounicestwienia

Cza­sem lu­bisz pod­dać się moim dzi­kim żądzom kiedy ujeżdżam Cię w zapamiętaniu, masz ot­warte oczy pat­rzysz na moją namiętność chłoniesz dźwięki, zapachy za­gar­niam Cię bez końca wzniosła i upadła lu­bieżni­ca miłosna zaklęta w og­niu Twoich źrenic prze­taczam się przez spaz­my rozkoszy bezwład­nie miękka ocieram się o Ciebie czu­jesz mnie lędźwiami w ek­sta­zie do­tykam sed­na, że tyl­ko miłość... za­padam w duszę in­spi­rac­ja: Nasze spoj­rze­nia ni­cią porozumienia Czułe wyz­na­nia gorące pocałunki Czuję Cię pod skórą Op­la­tasz zmysłowym dotykiem Wśliz­gu­jesz się we mnie Z łat­wością niezwykłą De­likat­nie penetrując Głębo­ko i mocno Roz­le­wasz się we mnie Zna­lazłam nas w niebie ...czu­je sie jak błogoslawiona i od­stra­wiona na bok życia prze­raza mnie i jed­noczes­nie cie­szy nieod­sta­wal­nosc tego co prze­de mna en­dorfi­nowa rze­ka raz sie burzy od fal i zry­wa brzegi raz opada od zes­chniete­go od słońca dna straszy pus­ty­nią krajobrazu dziw­ne sny za­mie­szku­ja w za­kamar­kach mej głowy biały mo­tyl wy­latu­je z pod mo­jej pachy we włosach zapląta­la sie wiosna niech w mym sercu ona pozostanie i rozkwita...  Do­tyk twoich warg spra­wia,że upa­dam na kolana przeszłam przez zle czasy przeszałam przez dobre gdzieś głębo­ko we mnie mój umysł krzyczy weż mnie...szaleńczo,namiętnie wdzierając się w ciebie wid­mo łez jest da­le­ko stąd ból...czy nap­rawdę to czuję krwa­wię...rzeczy roz­szar­pują się we mnie ręce wznoszę ku tobie ciało opa­da jeszcze ciepłe pod twoim dotykiem drży i pro­si o więcej.  ...do­tyk twoich warg spra­wia,że upa­dam na kolana przeszłam przez zle czasy przeszałam przez dobre gdzieś głębo­ko we mnie mój umysł krzyczy weż mnie...szaleńczo,namietnie wdzierając się w ciebie wid­mo łez jest da­leko stąd ból...czy nap­rawdę to czuję krwa­wię-rzeczy roz­szar­pują się we mnie ręce wznoszę ku tobie ciało opa­da jeszcze ciepłe pod twoim dotykiem drży i pro­si o więcej.  Schwy­tał mnie za ta­lię Ta­lię moc­no zasznu­rowaną czar­nym jedwabiem Nie wiele mówiąc zsunął cieniut­kie raj­sto­py Roz­kosznie wodzi moimi włosa­mi W tym ak­cie nie ma żad­nej prawdy Więcej ekstazy Wiodącej za gra­nice świado­mości poznania bar­dziej bardziej chce poczuć coś w sobie co wniesie sen­su kapke wys­nu­je naj­większe pragnienia obudzi mnie przypadkiem to się dzieje na prawdę trzy­ma mnie za talie i ja choć nie zbyt zainteresowana pochy­lam się a wte­dy wszys­tko mi jedno