We­roni­ka Kawlewska Było ciemno, ot­worzyłam oczy zdjęłam z siebie nakrycie, zro­biłam kil­ka kroków, ot­worzyłam drzwi i wyszłam na świat.. Byłam wsłucha­na w śpiew ptaków, zwierząt, natury. Położyłam się na zielo­nej trawie, założyłam okulary. spoj­rzałam w gwiazdy i po­myślałam sobie: te­raz jest ideal­nie, nig­dy nie było lepiej. Jed­nak uro­niona, spływająca po moim po­liczku łza uświado­miła mi, że gdy­byś tu był,tak! gdy­byś tu był, wte­dy byłoby idealnie..


we­roni­ka-kawlewska-było-ciemno-ot­worzyłam-oczy-zdjęłam-z siebie-nakrycie-zro­biłam-kil­ka-kroków-ot­worzyłam-drzwi-i-wyszłam
lelusiowawe­roni­kakawlewskabyłociemnoot­worzyłamoczyzdjęłamz siebienakryciezro­biłamkil­kakrokówdrzwiwyszłamna światbyłamwsłucha­naw śpiewptakówzwierzątnaturypołożyłam sięna zielo­nejtrawiezałożyłamokularyspoj­rzałamw gwiazdypo­myślałamsobiete­razjest ideal­nienig­dynie byłolepiejjed­nakuro­nionaspływającapo moimpo­liczkułzauświado­miłamiżegdy­byśtu byłtaktu byłwte­dybyłobyidealniewe­roni­ka kawlewskakawlewska byłobyło ciemnoot­worzyłam oczyoczy zdjęłamzdjęłam z siebiez siebie nakryciezro­biłam kil­kakil­ka krokówot­worzyłam drzwidrzwi ii wyszłamwyszłam na światbyłam wsłucha­nawsłucha­na w śpieww śpiew ptakówpołożyłam się na zielo­nejna zielo­nej trawiezałożyłam okularyspoj­rzałam w gwiazdyw gwiazdy ii po­myślałampo­myślałam sobiete­raz jest ideal­nienig­dy nie byłonie było lepiejjed­nak uro­nionaspływająca po moimpo moim po­liczkupo­liczku łzałza uświado­miłauświado­miła miże gdy­byśgdy­byś tu byłwte­dy byłobybyłoby idealniewe­roni­ka kawlewska byłokawlewska było ciemnoot­worzyłam oczy zdjęłamoczy zdjęłam z siebiezdjęłam z siebie nakryciezro­biłam kil­ka krokówot­worzyłam drzwi idrzwi i wyszłami wyszłam na światbyłam wsłucha­na w śpiewwsłucha­na w śpiew ptakówpołożyłam się na zielo­nej trawiespoj­rzałam w gwiazdy iw gwiazdy i po­myślałami po­myślałam sobienig­dy nie było lepiejspływająca po moim po­liczkupo moim po­liczku łzapo­liczku łza uświado­miłałza uświado­miła miwte­dy byłoby idealnie

Gdy­byś mnie tak por­wał W świat wiel­kiej namiętności Roz­budził we mnie to poczu­cie lekkości Gdy­byś tak wpro­wadził W świat wiel­kiego pożąda­nia Wyr­wał ze szponów zakłamania Gdy­byś mnie dopadł Do­konał zespolenia Budząc fa­le og­romne­go podniecenia Gdy­byś tak roz­pa­lił I zmu­sił do wiel­kiej miłości Zat­ra­cając część włas­nej godności Gdy­byś tak pozostawił Tak w tej chwi­li od niechcenia Czy miała bym dużo do stracenia -Co byś zro­biła, gdy­byś go te­raz spotkała? -Za­pew­ne udu­siłabym go, a później poćwiar­to­wała na kawałeczki! -A tak naprawdę? -Ech... Rzu­ciłabym się na niego, jak głupia i op­lotła go ręka­mi tak moc­no, by już nig­dy nie odszedł...Sie­działa na łóżku i jeszcze raz Przy­po­mi­nała so­bie je­go obietnice Miał jej nie skrzyw­dzić i nie zra­nić... Spra­wić, by nig­dy nie cierpiała Lecz złamał tą obiet­ni­ce, Za­led­wie tydzień temu... I nag­le uświado­miła so­bie dzień, w którym złożył jej tą obietnice... Uśmie­chnęła się lek­ko, po czym zaśmiała His­te­rycznym śmiechem. -Pri­ma Ap­ri­lis-Po­wie­działa do siebie-Uważaj, bo się po­my­lisz...-Do­dała po chwili -To był nap­rawdę ok­rut­ny żart Pat­rick-Szepnęła do pus­te­go pokoju A po jej po­liczku zno­wu spłynęła łza Spoj­rzałam jej w oczy a ona zgwałciła mnie swoim spojrzeniem. W jed­nej chwili owładnęło mną sek­sual­ne podniecenie. Nig­dy nie ubolewałam nad tym, że jes­tem lesbą. Wi­dać było po niej, że ona też nie, na pewno.-Spójrz mi w oczy. -Masz bar­dzo piękne oczy. -Ale pat­rz na nie inaczej. -Te­raz też są równie piękne jak wcześniej. -To tyl­ko powłoka, spójrz głębiej. -Nie ro­zumiem. -Wiem, mnie nikt nie ro­zumie. Gdy­byś się im przyj­rzał, tak jak cie o pro­siłam, to nie zro­zumienie również byś w nich zobaczył.Ot­worzyłam oczy. Gorzki świt nas­ta­je. Le­niwie prze­ciągam się w łóżku. Wstaję. Idę. Patrzę. Zno­wu zim­na kawa. Brak mo­tywac­ji na za­parze­nie kolejnej. Niechęć do za­pachu chleba. Ster­ta kar­tek zdo­bi biurko. Nie zro­biłam nic. Wychodzę. Za­mykam drzwi. Trzask. Coś pękło. Wy­lała się pew­ność siebie. Idę pus­ta zupełnie. Wiat­rem po­wieje, nie wrócę. Prze­rażona ha­nieb­nie. Od­dajcie mi prawą nogę.