win­ności domniemanej której nie można nic zarzucić na­gości co unieść ma tka­ninę snów a nie pot­ra­fi siebie kur­ty­nie opuszczenia gdy ci co mieli nie dopuścić na­puszczają psy i in­nym ta­kim niemożliwym do pomyślenia spo­wiadam się smyczkiem duszy na­piętą struną ciała tak jak­by miały mnie odkupić a prze­cież sprze­dał mnie sam Bóg 


win­noś-domniemanej-której-nie można-nic-zarzucić-na­goś-co-unieść- tka­ninę-snów-a-nie pot­ra­fi-siebie-kur­ty­nie-opuszczenia-gdy
papillondenuitwin­nościdomniemanejktórejnie możnaniczarzucićna­gościcounieśćma tka­ninęsnównie pot­ra­fisiebiekur­ty­nieopuszczeniagdyci co mielinie dopuścićna­puszczająpsyin­nymta­kimniemożliwymdopomyśleniaspo­wiadam sięsmyczkiemduszyna­piętąstrunąciałatakjak­bymiałymnieodkupićprze­cieżsprze­dałsambóg win­ności domniemanejdomniemanej którejktórej nie możnanie można nicnic zarzucićzarzucić na­gościna­gości coco unieśćunieść ma tka­ninęma tka­ninę snównie pot­ra­fi siebiesiebie kur­ty­niekur­ty­nie opuszczeniaopuszczenia gdygdy ci co mielici co mieli nie dopuścićnie dopuścić na­puszczająna­puszczają psypsy ii in­nymin­nym ta­kimta­kim niemożliwymniemożliwym dodo pomyśleniapomyślenia spo­wiadam sięspo­wiadam się smyczkiemsmyczkiem duszyduszy na­piętąna­piętą strunąstruną ciałaciała taktak jak­byjak­by miałymiały mniemnie odkupićprze­cież sprze­dałsprze­dał mniemnie samsam bóg win­ności domniemanej którejdomniemanej której nie możnaktórej nie można nicnie można nic zarzucićnic zarzucić na­gościzarzucić na­gości cona­gości co unieśćco unieść ma tka­ninęunieść ma tka­ninę snówsnów a nie pot­ra­fia nie pot­ra­fi siebienie pot­ra­fi siebie kur­ty­niesiebie kur­ty­nie opuszczeniakur­ty­nie opuszczenia gdyopuszczenia gdy ci co mieligdy ci co mieli nie dopuścićci co mieli nie dopuścić na­puszczająnie dopuścić na­puszczają psyna­puszczają psy ipsy i in­nymi in­nym ta­kimin­nym ta­kim niemożliwymta­kim niemożliwym doniemożliwym do pomyśleniado pomyślenia spo­wiadam siępomyślenia spo­wiadam się smyczkiemspo­wiadam się smyczkiem duszysmyczkiem duszy na­piętąduszy na­piętą strunąna­piętą struną ciałastruną ciała takciała tak jak­bytak jak­by miałyjak­by miały mniemiały mnie odkupićodkupić a prze­cieża prze­cież sprze­dałprze­cież sprze­dał mniesprze­dał mnie sammnie sam bóg 

Jes­tem jak płynąca rzeka Uciekam z prądem przed siebie. Uciekam..Prze­cież nikt już nie cze­ka. Prze­cież nie ma już Ciebie. Daw­no nie widziałam Twe­go odbicia. Na brzeg nie przychodzisz już wcale. Przy­pad­ko­wo poz­byłaś mnie życia. Po­kazałaś, że nic nie jest trwałe.A Ty po pros­tu od­szedłeś. Nie zas­ta­nawiasz się już co u mnie, jak so­bie radze, jak żyje bez Ciebie. Może nie wiesz ile dla mnie znaczysz, a może nic Cie to nie ob­chodzi. Ale po­winieneś wie­dzieć jaką dziurę zro­biłeś u moim ser­cu. Tyl­ko nie pot­ra­fię szczerze z Tobą po­roz­ma­wiać. Bo prze­cież już nie rozmawiamy.Nic mnie już nie smu­ci , ani też nie cie­szy .Nic mnie już nie bo­li , nie po­siadam wo­li. Nic mnie już nie ku­si , na­wet żeby zgrzeszyć.Jes­tem też po­wol­na , bo gdzie mam się spie­szyć?Nie od­czu­wam głodu , nie od­czu­wam chłodu , a Ty py­tasz : ''Co tam u mnie ?Od­daj się temu Prze­cież wiesz Prze­cież chcesz Się nie odzyskać I czys­tką wymazać Różdżką zapomnieć Mrug­nięciem pokochać I nag­le zwolnić Unieś się i swo­je brzemię Po­nad taflę A, gdy poczujesz Mro­wienie utraty Zakrzycz Od­daj mnie z powrotem No oddaj Oddaj Czy nig­dy nie zas­ta­nawiał się pan nad tym, dlacze­go chmu­ry i drze­wa, złotog­niade je­sienią, bu­re zimą, ten pejzaż dek­li­nowa­ny przez po­ry ro­ku, dlacze­go wszys­tko wa­li w nas pięknem jak młotem, ja­kim pra­wem tak się dzieje? Prze­cież po­win­niśmy być czar­nym prochem międzyg­wiez­dnym, strzępa­mi mgławi­cy Psów Gończych, prze­cież normą jest hucze­nie gwiazd, po­top me­teorów, próżnia, ciem­ność, śmierć...Kocham go ! ja­kie to piękne ! po­wie­dzieć mu ? Nie wiem.. jeszcze nie teraz po­myśli że zbyt sie zaangażowałam to mógłby być prze­cież koniec... po­wiem gdy będę pewna. wy­daje mi się że jestem. war­to wal­czyć o tę miłość ? tak. ale prze­cież i tak nie wygram. jes­tem tą drugą, nie zos­ta­wi jej dla mnie...