wspo­minam w praw­dzie o To­bie przy­nosząc Ci kwiatów pęki cho­ciaż tu cicho i skrom­nie to nie u stóp Twoich rosną. Ty w bar­dzo bla­dej ko­ronie błogosławione Twe wdzięki pod­glądam tu męki Twoje i twarz oz­do­biona wiosną. i zim­ne dłonie masz, Pa­nie i deszcz też pada.


wspo­minam-w praw­dzie-o to­bie-przy­nosząc-ci kwiatów-pęki-cho­ciaż- cicho-i skrom­nie-to-nie u stóp-twoich-rosną-ty-w bar­dzo
lady_emryswspo­minamw praw­dzieo to­bieprzy­noszącci kwiatówpękicho­ciażtu cichoi skrom­nietonie u stóptwoichrosnątyw bar­dzobla­dejko­roniebłogosławionetwewdziękipod­glądamtu mękitwojetwarzoz­do­bionawiosnązim­nedłoniemaszpa­niedeszczteżpadawspo­minam w praw­dziew praw­dzie o to­bieo to­bie przy­noszącprzy­nosząc ci kwiatówci kwiatów pękipęki cho­ciażcho­ciaż tu cichotu cicho i skrom­nienie u stóp twoichtwoich rosnąty w bar­dzow bar­dzo bla­dejbla­dej ko­ronieko­ronie błogosławionebłogosławione twetwe wdziękiwdzięki pod­glądampod­glądam tu mękitu męki twojetwoje ii twarztwarz oz­do­bionaoz­do­biona wiosnąi zim­nezim­ne dłoniedłonie maszpa­nie ii deszczdeszcz teżteż padawspo­minam w praw­dzie o to­biew praw­dzie o to­bie przy­nosząco to­bie przy­nosząc ci kwiatówprzy­nosząc ci kwiatów pękici kwiatów pęki cho­ciażpęki cho­ciaż tu cichocho­ciaż tu cicho i skrom­niei skrom­nie to nie u stópnie u stóp twoich rosnąty w bar­dzo bla­dejw bar­dzo bla­dej ko­roniebla­dej ko­ronie błogosławioneko­ronie błogosławione twebłogosławione twe wdziękitwe wdzięki pod­glądamwdzięki pod­glądam tu mękipod­glądam tu męki twojetu męki twoje itwoje i twarzi twarz oz­do­bionatwarz oz­do­biona wiosnąi zim­ne dłoniezim­ne dłonie maszpa­nie i deszczi deszcz teżdeszcz też pada

Bar­dzo chciałam zos­tać matką i sta­rałam się o to przez rok. Ale cho­ciaż te­raz przeżywam z sy­nem nap­rawdę wspa­niałe chwi­le, początki były bar­dzo trud­ne. Mi­mo że przeczy­tałam niez­liczo­ne ilości książek na te­mat ma­cie­rzyństwa, żad­na z nich nie przy­goto­wała mnie na to, że poród to rzeźnia, a pier­wsze dwa miesiące po nim są praw­dziwą masakrą.A gdy ser­ce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto, z łez ocieraj cudze oczy, cho­ciaż twoich nie otarto.Bar­dzo cicho prze­mawia Bóg w naszej pier­si, bar­dzo cicho, bar­dzo wy­raźnie wska­zuje, cze­go trze­ba szu­kać, a cze­go unikać.Przychodzisz cicho Na paluszkach Szczel­nie odziana Tyl­ko w ciemność Zdradza cię Opływo­wy kształt Kil­ku jas­nych miejsc Gdzie słońce latem Nie miało odwagi Cię pocałować Dźwiękiem kroków na­gich stóp Budzisz wyobraźnię Masz zim­ne dłonie W kon­tras­cie do­tyku Z roz­grza­nym ciałem Og­rze­wasz je na mo­jej skroni Która spoczy­wa na piersi Wsłucha­na w rytm serca Za­sypia spokojnie Siedzę na sofie mi­jam się z czasem marzeniami i z Tobą Wspo­minam twe słowa że rze­ka płynie pod górę że nadzieja umiera pierwsza że kochasz mój uśmiech wierzyłam dzi­siaj śnie o tobie kocham bardziej lecz cie nie czuję Nakładam so­bie podkład sztucznej ra­dości, po­sypuję so­bie twarz pud­rem uda­wanej przy­ziem­ności. Po­liczki uraczę różem ni­by skrom­ności, oczy pod­kreślę czer­nią by uwięzić łzy,a tyl­ko ust nie po­ciągnę błyszczy­kiem, bo nie mogłabym znieść te­go, że i one kłamią gdy wychodzą ze mną w świat.