Wyczer­pa­no mnie, do cna, wiad­ra­mi wy­ciągnięty za­pas szczęścia. Sprag­nieni spi­jają os­tatnie krop­le, kto chce - niech bie­rze, krys­ta­licznie czys­ta ra­dość, a pod nią zim­ne dno, gdzie nie ma słońca.


wyczer­pa­no-mnie-do cna-wiad­ra­mi-wy­ągnięty-za­-szczęścia-sprag­nieni spi­jają-os­tatnie-krop­-kto-chce- niech-bie­rze
jatojawyczer­pa­nomniedo cnawiad­ra­miwy­ciągniętyza­passzczęściasprag­nieni spi­jająos­tatniekrop­lektochce niechbie­rzekrys­ta­licznieczys­tara­dośća podniązim­nednogdzienie ma słońcawyczer­pa­no mniewiad­ra­mi wy­ciągniętywy­ciągnięty za­pasza­pas szczęściasprag­nieni spi­jają os­tatnieos­tatnie krop­lekto chce niech bie­rzekrys­ta­licznie czys­taczys­ta ra­dośća pod niąnią zim­nezim­ne dnogdzie nie ma słońcawiad­ra­mi wy­ciągnięty za­paswy­ciągnięty za­pas szczęściasprag­nieni spi­jają os­tatnie krop­lekrys­ta­licznie czys­ta ra­dośća pod nią zim­nenią zim­ne dno

Jak się masz Ukochana? Ja­ka u Ciebie pogoda? U mnie w słoneczne dnie Pa­da deszcz bez Ciebie Niech te chmu­ry wiszą A To­bie ptaszki świergocą Niech pa­da u mnie deszcz Ty w słońca blas­ku ra­dość nieś  Słońce grzej - la­to Wa­kac­ji os­tatnie dni Je­sieni nie budź Choć piękna niech śpi Wpierw po­kolo­ruje świat Ubar­wi nam czas Krys­ty­na Sz. 28.08.2014r.Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.Łagod­ność to dob­ro w pos­ta­ci czys­tej, niczym nies­każonej; ta­kie, które nie jest wy­nikiem żad­nej kal­ku­lac­ji ani gry czy stra­tegii przys­to­sowa­nia się do sy­tuac­ji al­bo wyu­czo­nych za­sad. Po­tul­ność na­tomiast nieko­nie­cznie mu­si iść w parze z na­turalną dob­ro­cią. Nie mu­si być krys­ta­licznie czys­ta, może wy­nikać z ko­nie­czności by­cia po­tul­nym, po­nieważ te­go wy­magają wa­run­ki zewnętrzne lub ktoś zmuszający nas do tego.Zep­chnąłeś mnie na sa­mo dno raju Kiedy nat­chnąłeś mnie kro­pelką żaru I poczułam ogień I gdy spa­lałeś wciąż na no­wo me ciało To choć ser­ce z zim­na na­dal drżało Poczułam rozkosz Tańczyłeś tan­go z moimi myślami Kiedy na dnie zos­ta­waliśmy sami Czułam szaleństwo I gdy na sa­mo dno ra­ju mnie zabrałeś Tyl­ko o jed­nym zapomniałeś Nie jes­tem Aniołem I choć zab­rałeś mnie na niebios spotkanie Dno, na­wet ra­ju, zaw­sze dnem pozostanie Więc poczuj pustkę...Będę nies­maczny - będę! Dość sma­ku. Wywątro­bię wszys­tko na smród i brud os­ta­teczny. Niech śmier­dzi wszys­tko, niech się na śmierć ten świat zaśmier­dzi i niech się het do cna wyśmier­dzi, to może po­tem za­pachnie wreszcie; bo w nim ta­kim, ja­kim jest, wyt­rzy­mać wprost nie można. Nie czują, bied­ni ludzis­ka, że de­mok­ra­tyczne kłam­stwo śmier­dzi, a smród klo­zetu to czują, psie pa­ry, hej!