Z miłością jest jak z dba­niem o kwiaty jak o niego nie dbasz to się roz­pa­da po­woli od­pa­dają lis­tki ale jak pod­le­wasz re­gular­nie to kwit­nie jeszcze bardziej.


z miłośą-jest jak z dba­niem-o kwiaty-jak o niego-nie dbasz-to ę-roz­pa­da-po­woli-od­pa­dają-lis­tki-ale-jak pod­­wasz
galuz miłościąjest jak z dba­niemo kwiatyjak o niegonie dbaszto sięroz­pa­dapo­woliod­pa­dająlis­tkialejak pod­le­waszre­gular­nieto kwit­niejeszczebardziejz miłością jest jak z dba­niemjest jak z dba­niem o kwiatyo kwiaty jak o niegojak o niego nie dbasznie dbasz to sięto się roz­pa­daroz­pa­da po­wolipo­woli od­pa­dająod­pa­dają lis­tkilis­tki aleale jak pod­le­waszjak pod­le­wasz re­gular­niere­gular­nie to kwit­nieto kwit­nie jeszczejeszcze bardziejz miłością jest jak z dba­niem o kwiatyjest jak z dba­niem o kwiaty jak o niegoo kwiaty jak o niego nie dbaszjak o niego nie dbasz to sięnie dbasz to się roz­pa­dato się roz­pa­da po­woliroz­pa­da po­woli od­pa­dająpo­woli od­pa­dają lis­tkiod­pa­dają lis­tki alelis­tki ale jak pod­le­waszale jak pod­le­wasz re­gular­niejak pod­le­wasz re­gular­nie to kwit­niere­gular­nie to kwit­nie jeszczeto kwit­nie jeszcze bardziej

cza­sem coś we mnie pęka jak­by chciało sa­mo oddychać roz­winąć płat­ki jak skrzydła pójść bo­so w śla­dy la­ta po łąkach coś drży jeszcze w środku i tli się a jednak boi się chłodu ale gdzieś tam pod nie pier­wszym już śniegiem ser­ce jeszcze całe mam w pąkach Noc jak ta, Marze­nia jak pa­pieros, Spa­lają się po­woli, Tak jak ja, Dym jak zaw­sze, Przy­pomi­na mi Ciebie, I choć wiem, Że MY to już JA, My to te­raz po­piół w po­piel­niczce, Do­gasam po­woli, Pozwól mi się zapomnieć.Z miłością jest jak zasznu­rowa­nym bu­tem, nig­dy nie masz pew­ności, że się nie roz­wiąże.A jak szu­nowadła po­puszczą, będzie bolało....Bo miłością jest kwiat, który na­wet na pus­ty­ni roz­kwit­nie, gdy będzie się go pod­le­wać naj­praw­dziw­szym uczu­ciem. Wte­dy korze­nie za­puści moc­ne, choć podłoże wy­daje się liche.Dzwonię Nie odbierasz I mil­cząc mówisz Że kochałaś mnie miłością nieis­tniejącą I każdej no­cy płakałaś suchy­mi łzami Przez niemyśle­nie o mnie Nie kochałaś mnie jeszcze bar­dziej Pragnęłaś mnie tak w ogóle Że z tęskno­ty mogłabyś pod­le­wać kwiaty Do­tykać mnie chciałaś Do­tykiem nie do odczucia Nie całować us­ta­mi nie moimi Każde­go dnia nie czekać I nie tęsknić Chciałaś mnie kochać tak nie mocno Jak tyl­ko się da Is­totę niechcianą pragnę kochać jak siostra po­rozu­mieniem dusz bliźniaczych spoj­rze­niem umysłów przyjaznych bez słów zbędnych niepotrzebnych jak matka ciepło i czule cierpliwie z dumą wpat­rzo­na w tego jedynego najwspanialszego jak żona całym życiem złączona oddana wierna w swe­go przy­jaciela wtopiona dbająca i dba­niu się oddająca