z roz­ko­pywa­nych co dzień wspom­nień, żad­ne nie bo­li tak, jak te o którym się zapomniało.


z roz­ko­pywa­nych-co dzień-wspom­nień-żad­ne-nie bo­li-tak-jak te o którym ę-zapomniało
thrillofitz roz­ko­pywa­nychco dzieńwspom­nieńżad­nenie bo­litakjak te o którym sięzapomniałoz roz­ko­pywa­nych co dzieńco dzień wspom­nieńżad­ne nie bo­linie bo­li takjak te o którym się zapomniałoz roz­ko­pywa­nych co dzień wspom­nieńżad­ne nie bo­li tak

Po­rażka. Pełna świado­mość upadku. Jak nie można uciec od swoich wspom­nień, tak nie da się uciec od bólu rodziny. Mar­twi­ca duszy pow­sta­je bar­dzo szyb­ko. U jed­nych z dnia na dzień, u jed­nych w ułam­ku se­kun­dy, u in­nych ona po pros­tu jest. Nic nie zastąpi, uleczy niechęci do życia. W su­mie już na­wet te­go nie prag­niemy. Bo czym są prag­nienia w ob­liczu odrazy.Myślisz, że wspom­nienie roz­bi­te na ty­siąc ka­wałków przes­ta­je być wspom­nieniem? A może ma się wte­dy za­miast jed­ne­go ty­siąc wspom­nień? Jeśli tak, to myślisz, że te­raz każde z te­go ty­siąca będzie bo­lało z osobna? Dziś żad­na ra­dość ani lu­napark, nie od­da w połowie, ra­dości wspom­nień, z bu­jania się na ma­my nodze.Płynę morzem dziecin­nych wspom­nień i marzeń.Dokąd płynę - nie wiem...płynę jed­nak gdzieś da­leko przed siebie do­lewając do oceanu słone krop­le łez. Szu­kam Cię. Po­wiedz mi, dlacze­go, Dro­ga Naiw­ności tak mi źle żyć z Tobą i cze­mu bez Ciebie też źle i po co ja nieomal tonąc w kłam­stwach co mnie otaczają tak roz­paczli­wie na­dal jak dziec­ko naiw­na być chcę ? Słyszę swój krzyk, bo wołam moc­no o miłość. Chcę wreszcie poczuć, co to znaczy być kochaną i kochać jak nig­dy wcześniej. Wiem, że trud­no jest tak po pros­tu kochać bez żad­nych wątpli­wości rzu­cić się w moc­ne i ciepłe ra­miona miłości, tak jak­by rzu­cić się na pełną wodę bez żad­nych obaw, że się uto­nie... ® by Mrs Vercetti Wspom­nienia spo­wijają mnie niczym we­lon. Unoszę ra­mię i za­raz otacza je rękaw wspom­nień. Spoglądam i widzę mno­gość czasów. Naj­bar­dziej jed­nak lękam się te­go, że po­dob­nie jak z in­ny­mi kwes­tiami, okaże się, że tak się one tyl­ko ciągną przez stu­lecia na sa­mej gra­nicy nicości.