za­pom­niałam two­jej duszy odcienie przez te la­ta bez ciebie i tyl­ko two­je ręce śnią mi się wciąż ta­kie młode uczyłeś mnie ile barw może mieć w so­bie zieleń że dum­na ak­wa­mary­na nie od­da od­cieni morza a błękit na­wet królew­ski nie może równać się z niebem ut­le­niły się pod powiekami dziecięcych ob­razów kontury a prze­cież ty je­den wierzyłeś że nig­dy cię nie zawiodę mo­jemu Ojcu 


za­pom­niałam-two­jej-duszy-odcienie-przez-te ­-bez-ciebie-i-tyl­ko-two­-rę-śą-mi ę-wciąż-­kie-młode-uczyłeś-mnie-ile-barw-może
giulietkaza­pom­niałamtwo­jejduszyodcienieprzezte la­tabezciebietyl­kotwo­jeręceśniąmi sięwciążta­kiemłodeuczyłeśmnieilebarwmożemiećw so­biezieleńżedum­naak­wa­mary­nanie od­daod­cienimorzabłękitna­wetkrólew­skinie możerównać sięz niebemut­le­niły siępodpowiekamidziecięcychob­razówkonturyprze­cieżty je­denwierzyłeśnig­dycięnie zawiodęmo­jemuojcu za­pom­niałam two­jejtwo­jej duszyduszy odcienieodcienie przezprzez te la­tate la­ta bezbez ciebieciebie ii tyl­kotyl­ko two­jetwo­je ręceręce śniąśnią mi sięmi się wciążwciąż ta­kieta­kie młodemłode uczyłeśuczyłeś mniemnie ileile barwbarw możemoże miećmieć w so­biew so­bie zieleńzieleń żeże dum­nadum­na ak­wa­mary­naak­wa­mary­na nie od­danie od­da od­cieniod­cieni morzabłękit na­wetna­wet królew­skikrólew­ski nie możenie może równać sięrównać się z niebemz niebem ut­le­niły sięut­le­niły się podpod powiekamipowiekami dziecięcychdziecięcych ob­razówob­razów konturyprze­cież ty je­denty je­den wierzyłeświerzyłeś żeże nig­dynig­dy cięcię nie zawiodęnie zawiodę mo­jemumo­jemu ojcu za­pom­niałam two­jej duszytwo­jej duszy odcienieduszy odcienie przezodcienie przez te la­taprzez te la­ta bezte la­ta bez ciebiebez ciebie iciebie i tyl­koi tyl­ko two­jetyl­ko two­je ręcetwo­je ręce śniąręce śnią mi sięśnią mi się wciążmi się wciąż ta­kiewciąż ta­kie młodeta­kie młode uczyłeśmłode uczyłeś mnieuczyłeś mnie ilemnie ile barwile barw możebarw może miećmoże mieć w so­biemieć w so­bie zieleńw so­bie zieleń żezieleń że dum­naże dum­na ak­wa­mary­nadum­na ak­wa­mary­na nie od­daak­wa­mary­na nie od­da od­cieninie od­da od­cieni morzamorza a błękita błękit na­wetbłękit na­wet królew­skina­wet królew­ski nie możekrólew­ski nie może równać sięnie może równać się z niebemrównać się z niebem ut­le­niły sięz niebem ut­le­niły się podut­le­niły się pod powiekamipod powiekami dziecięcychpowiekami dziecięcych ob­razówdziecięcych ob­razów konturykontury a prze­cieża prze­cież ty je­denprze­cież ty je­den wierzyłeśty je­den wierzyłeś żewierzyłeś że nig­dyże nig­dy cięnig­dy cię nie zawiodęcię nie zawiodę mo­jemunie zawiodę mo­jemu ojcu 

A Ty po pros­tu od­szedłeś. Nie zas­ta­nawiasz się już co u mnie, jak so­bie radze, jak żyje bez Ciebie. Może nie wiesz ile dla mnie znaczysz, a może nic Cie to nie ob­chodzi. Ale po­winieneś wie­dzieć jaką dziurę zro­biłeś u moim ser­cu. Tyl­ko nie pot­ra­fię szczerze z Tobą po­roz­ma­wiać. Bo prze­cież już nie rozmawiamy.Od cza­su, kiedy za­pom­niałam o To­bie, to czuję Cię na po­duszce obok...Choć nig­dy nie miałeś okaz­ji przy­tulić ją i zasnąć w jej ra­mionach....Wciąż znam na pa­mięć Two­je usta.Dzień dob­ry Kocha­nie! Jak się dziś spało? Może zbyt ciepło, gorąco, upalnie? Może Ci w brzuszku gdzieś z głodu grało? A może sny dręczyły koszmarnie? Chciałabym wie­dzieć, dot­knąć, zobaczyć... A jes­teś da­leko i wszys­tko mi ciąży. Tak wiele prze­cież dla mnie dziś znaczysz I wkoło Ciebie me życie krąży. Jeszcze troszeczkę, miesięcy kilka... Cze­kam i tęsknię i prze­cież tak muszę, Bo wlecze się jeszcze ta dłuższa chwilka, A ja bez Ciebie się nig­dzie nie ruszę.jest tak sa­mo bez ciebie bo prze­cież nic się nie może zmienić jeżeli nig­dy cię nie  było.Chciałam mieć ciebie na wyłączność. Jak za­pach ulu­bionych perfum. Ale trzy­małam cię zbyt mocno. I wy­paliłam dziurę w sercu. Nie ma cię dla mnie i nie było. Prag­nieniem stworzyłam twój obraz. I wy­kar­miłam twoją miłość, której sma­ku nig­dy nie poznasz. Chciałam zat­rzy­mać so­bie ciebie, jak szcze­nię porzu­cone w rowie... Za­pom­niałam jed­nak, ty nie wiesz, że już nie za­kocham się w Tobie...Małe dzieci są ta­kie bez­bron­ne, są nieświadome, cieszą je rzeczy małe i często bez ni­by większe­go znaczenia... Dziec­ko ma wyob­raźnię i pod­da­je się jej, A może tu tkwi sedno... może nie wol­no zat­ra­cić w swo­jej duszy dziecka, może war­to na zaw­sze po­zos­tac nim. Do­rośli ro­bią krzywdę in­nym świadomie, kiedy dziec­ko je­dynie nieświado­mie jest w sta­nie zro­bić krzywdę tyl­ko sobie. K. Ch.