Zaczęłam pi­sać naszą bajkę. Wzięłam błękitną kredkę, bo było nam jak w niebie. Miałam kil­ka stron gdy nag­le ry­sik się złamał... Próbo­wałam go naos­trzyć w myślach pro­siłam Bo­ga by mi pomógł... Nies­te­ty nic z te­go nie wyszło...


zaczęłam-pi­ć-naszą-bajkę-wzięłam błękitną-kredkę-bo było-nam-jak w niebie-miałam kil­ka-stron-gdy-nag­-ry­sik ę-złamał
opuszczonazaczęłampi­saćnasząbajkęwzięłam błękitnąkredkębo byłonamjak w niebiemiałam kil­kastrongdynag­lery­sik sięzłamałpróbo­wałam go naos­trzyćw myślachpro­siłambo­gaby mi pomógłnies­te­ty nicz te­gonie wyszłozaczęłam pi­saćpi­sać nasząnaszą bajkęwzięłam błękitną kredkębo było namnam jak w niebiemiałam kil­ka stronstron gdygdy nag­lenag­le ry­sik sięry­sik się złamałzłamał próbo­wałam go naos­trzyćpróbo­wałam go naos­trzyć w myślachw myślach pro­siłampro­siłam bo­gabo­ga by mi pomógłby mi pomógł nies­te­ty nicnies­te­ty nic z te­goz te­go nie wyszłozaczęłam pi­sać nasząpi­sać naszą bajkębo było nam jak w niebiemiałam kil­ka stron gdystron gdy nag­legdy nag­le ry­sik sięnag­le ry­sik się złamałry­sik się złamał próbo­wałam go naos­trzyćzłamał próbo­wałam go naos­trzyć w myślachpróbo­wałam go naos­trzyć w myślach pro­siłamw myślach pro­siłam bo­gapro­siłam bo­ga by mi pomógłbo­ga by mi pomógł nies­te­ty nicby mi pomógł nies­te­ty nic z te­gonies­te­ty nic z te­go nie wyszło

Kiedyś było jak w niebie Nag­le od­szedłeś z dnia na dzień Te­raz wra­casz i py­tasz czy możesz znów za­gościć w moich snach, w moich myślach, w roz­mo­wach w ciągu dnia... Ja sa­ma siebie py­tam czy jest sens, byś znów mógł za­gościć tam gdzie chcesz. Wcześniej nie py­tałeś, nie pro­siłeś sa­ma wpuściłam Cię...Do szes­naste­go ro­ku życia pa­nicznie bałam się duchów, a to dla­tego, że gdy do­kazy­wałam w do­mu, mo­ja star­sza sios­tra straszyła mnie ni­mi ( me­toda niepe­dago­giczna - ale ta była w sto­sun­ku do mnie sku­teczna).W dniu swoich urodzin o półno­cy zaczęłam wy­woływać duchy, poszłam na całość! - nies­te­ty duchy nie przyszły, a ja przes­tałam się w końcu bać.Próbo­wałam so­bie dziś wyob­ra­zić, że wca­le go nie poz­nałam. Że go nie było, nie ma i nie będzie. Naj­bar­dziej za­bolało „nie będzie”. Pew­nie dla­tego, że to aku­rat prawda.Sądzę, że na­wet nie widzieli, jak się wy­niszczam. Im bar­dziej ich pro­woko­wałam, im głośniej wzy­wałam po­mocy, tym bar­dziej na­bierałam prze­kona­nia, że otocze­nie wyk­reśliło mnie ze swe­go po­la widzenia.Co się dzieje ze słowem, gdy wy­mażesz je z pełne­go zda­nia? Roz­bi­ja sens przesłania. Bo wy­mazałeś ta­kie jed­no, jak gdy­by było je­dynie ołówkiem za­pisa­ne. Nie przejąłeś się tym, że zmieniając treść sfor­mułowa­nia, zmieniłeś to, co było nam pisane.Nag­le wszys­tko się zmienia...tracę to co było ważne czy jeszcze kiedyś po­jawi się słońce na mym zachmurzo­nym niebie???