Zacznę od oczu Twoich Tak... Zacznę od nich Bo są jak niebo, pełne gwiazd błyszczących. Są jak kryształy wojny Mieniące się ogniem Is­kra ich roz­pa­la mnie I ga­si spokojnie. I ciągle us­ta twe gonię, Pochwy­cić je choćby Na wiel­kości maczku Drobną chwilę pragnę. Zas­ma­kować go­ryczy miłości Ero­tyz­mu jej natury Burzliwą falą zmyć wszystko Co dawne. Podąrzaj za mną, Jak nić Ariadny Będą mo­je dłonie. Jak Pe­nelo­py serce Wier­nie stoję Na brze­gu kli­fu tęsknoty Ja... Cze­kająca na Odyseusza By zbu­dować naszą Itakę.


zacznę-od oczu-twoich-tak-zacznę od nich-bo-są jak niebo-pełne-gwiazd-błyszczących-są-jak kryształy-wojny-mienią ę-ogniem-is­kra
moreyzacznęod oczutwoichtakzacznę od nichbosą jak niebopełnegwiazdbłyszczącychjak kryształywojnymieniące sięogniemis­kraichroz­pa­lamniega­sispokojnieciągleus­tatwegoniępochwy­cićje choćbynawiel­kościmaczkudrobnąchwilępragnęzas­ma­kowaćgo­ryczymiłościero­tyz­mujejnaturyburzliwąfalązmyćwszystkocodawnepodąrzajza mnąjaknićariadnybędąmo­jedłoniepe­nelo­pysercewier­niestojębrze­gukli­futęsknotyjacze­kająca na odyseuszabyzbu­dowaćnasząitakęzacznę od oczuod oczu twoichtwoich taktak zacznę od nichzacznę od nich bobo są jak niebopełne gwiazdgwiazd błyszczącychsą jak kryształyjak kryształy wojnywojny mieniące sięmieniące się ogniemogniem is­krais­kra ichich roz­pa­laroz­pa­la mniemnie ii ga­siga­si spokojniei ciągleciągle us­taus­ta twetwe goniępochwy­cić je choćbyje choćby nana wiel­kościwiel­kości maczkumaczku drobnądrobną chwilęchwilę pragnęzas­ma­kować go­ryczygo­ryczy miłościmiłości ero­tyz­muero­tyz­mu jejjej naturynatury burzliwąburzliwą faląfalą zmyćzmyć wszystkowszystko coco dawnepodąrzaj za mnąjak nićnić ariadnyariadny będąbędą mo­jemo­je dłoniejak pe­nelo­pype­nelo­py serceserce wier­niewier­nie stojęstoję nana brze­gubrze­gu kli­fukli­fu tęsknotytęsknoty jaja cze­kająca na odyseuszacze­kająca na odyseusza byby zbu­dowaćzbu­dować nasząnaszą itakęzacznę od oczu twoichod oczu twoich taktwoich tak zacznę od nichtak zacznę od nich bozacznę od nich bo są jak niebopełne gwiazd błyszczącychsą jak kryształy wojnyjak kryształy wojny mieniące sięwojny mieniące się ogniemmieniące się ogniem is­kraogniem is­kra ichis­kra ich roz­pa­laich roz­pa­la mnieroz­pa­la mnie imnie i ga­sii ga­si spokojniei ciągle us­taciągle us­ta tweus­ta twe goniępochwy­cić je choćby naje choćby na wiel­kościna wiel­kości maczkuwiel­kości maczku drobnąmaczku drobną chwilędrobną chwilę pragnęzas­ma­kować go­ryczy miłościgo­ryczy miłości ero­tyz­mumiłości ero­tyz­mu jejero­tyz­mu jej naturyjej natury burzliwąnatury burzliwą faląburzliwą falą zmyćfalą zmyć wszystkozmyć wszystko cowszystko co dawnejak nić ariadnynić ariadny będąariadny będą mo­jebędą mo­je dłoniejak pe­nelo­py sercepe­nelo­py serce wier­nieserce wier­nie stojęwier­nie stoję nastoję na brze­guna brze­gu kli­fubrze­gu kli­fu tęsknotykli­fu tęsknoty jatęsknoty ja cze­kająca na odyseuszaja cze­kająca na odyseusza bycze­kająca na odyseusza by zbu­dowaćby zbu­dować naszązbu­dować naszą itakę

Czu­wam przy twoich wadach a każdą z nich rozkładam na stole bo wolę ich skorupę wziąć w ręce i pod lupę od spodu i od góry z boków za­nim w bzdury zacznę wierzyć za­nim zacznę wierzyć w nieskalanie i wad brak (choć są) i wreszcie dusza za nie z różowy­mi tęczówkami w ciemną przepaść skoczy gdzie tyl­ko moje oczy czerń będą przekłamywać me­lodia Twoich kroków na miękkim dywanie od­bi­ja się echem od stóp roz­brzmiewa we mnie szep­tem pożądania smukłością zmysłowych ruchów ob­raz Twoich ust na­malo­wany szminką na lustrze w od­cieniu oberżyny wygładza brze­gi powiek mag­ne­tyz­mem spojrzenia nieod­gadnionych oczu kształt wil­gotnej wargi zos­ta­wiony na kołnierzyku wy­wabia za­kaza­ne myśli ry­sunek spódniczki która kokieteryjnie śliz­ga się po ko­ron­ce cielis­tej pończochy smak mo­jej fantazji zaklęty na ustach skosztuj go  de­likat­ne pociągnięcia sza­rego ołówka głębia Twoich oczu kojący blask tęczówki nie dostrzegasz jak Twój tusz do rzęs zni­ka w na­gości naszych ciał uk­ry­tych pod aksamitem pościeli Przy­jechała czes­ka karuzela na sta­rej stacji się rozbija Już łabędzie jak pożółkłe zęby umoczo­ne w ka­wie placu przykręcają w jas­kra­wego słonecznym blasku Star­szy pan o lasce trzęsąc się jak galareta patrzy chrys­tu­sowym miłosierdziem na roz­jecha­nego jeża Chłopiec z czer­wo­nym karabinem za­moczo­nym w dziecięcych zbrodniach jak ter­mi­nator patrzy Na weekend ma­jowy otworzą to zlecą się dzieciaki wpadnę i ja z notatnikiem pochwy­cić jas­kra­we obrazy.Pol­ska nie po­win­na naśla­dować bo­gatych krajów zachod­nich, bo nie jest bo­gatym kra­jem zachod­nim. Pol­ska po­win­na naśla­dować roz­wiąza­nia, które kra­je zachod­nie sto­sowały, gdy były tak bied­ne, jak Polska.Kocham cię za to jak ty kochałeś mnie, za to jak byłeś przy mnie blisko. Niena­widzę cię za nic, a jed­nocześnie za wszystko. Stoję właśnie na gra­nicy moich uczuć, wielką prze­paścią są, lecz skacze. Bo mnie to przytłaczało i wy­dawało mi się że jest nisko.poczułem twoją dłoń na mo­jej skroni jej dotyk jedwabisty czuję uczu­cia smak tak czysty jak wo­da ze źródła uczucia jak mor­ska fala a świat się oddala i cze­ka w kącie zapatrzony *** Dział: Liryki *** Zbig­niew Małecki