Zak­rztu­siłam się ludzkością.


zak­rztu­łam ę-ludzkośą
zielarka1zak­rztu­siłam sięludzkościązak­rztu­siłam się ludzkością

Kochanie Po­win­niśmy to zro­bić zu­pełnie odwrotnie Powoli Po­win­niśmy pozwolić Przyjść te­mu jak wiel­kiej fali Utonąć god­nie i po czub­ki palców Nie tak, nie tak Kochanie Burzo letnia Huraganie Zak­rztu­siłam się nami Zbyt szybko Poz­nałam smak two­jej skóry Zapach Zbyt późno Przejrzałam Ko­lor duszy Miłość Sie­działa jeszcze w pociągu Nie zdążyła na czas Przybiegła Zdyszana Nie było już nas Namiętność Zapłonęła I zgasła Dzięki tobie Kocham i nie kocham te­go miasta Roz­gry­zam dłonie do kości Przeg­ry­zam żyły Do krwi Roz­szar­pu­je dusze Łaknąc śmierci Niszczę wszys­tko wokół Zak­ry­wam swój brak siły Płaszczem złości Chciałbym zak­ryć swo­je pus­te oczy Łzami Pop­ro­siłam Bo­ga o rower jed­nak wiem, że to tak nie działa, więc uk­radłam ro­wer i poprosiłam Bo­ga o przebaczenie.Zaczęłam pi­sać naszą bajkę. Wzięłam błękitną kredkę, bo było nam jak w niebie. Miałam kil­ka stron gdy nag­le ry­sik się złamał... Próbo­wałam go naos­trzyć w myślach pro­siłam Bo­ga by mi pomógł... Nies­te­ty nic z te­go nie wyszło...zak­wi­tała nocą on zry­wał się o świcie kwiatem w butonierce Najliczniejsza nawet publiczność na koncercie nie jest tłumem, masą. Artysta odczuwa ją bezpośrednio jak zbiór rozmaicie reagujących na jego sztukę indywidualności. Dopiero tajemnicze milczenie aparatu odbiorniczego daje mu owo niesamowite, kosmiczne niemalże wrażenie, iż przemawia bezpośrednio do wielkiego X zwanego ludzkością.