Zam­knę oczy... A gdy je ot­worzę będziesz stał prze­de mną z tym uśmie­chem, od które­go miękną mi ko­lana i po­wiesz, że wca­le nie wy­jechałeś. Że zaw­sze tu byłeś.. Że nicze­go nie straciliśmy..


zam­knę-oczy-a gdy- ot­worzę-będziesz-stał-prze­de-mną-z tym-uśmie­chem-od które­go-miękną-mi ko­lana-i po­wiesz-że wca­
lannizam­knęoczya gdyje ot­worzębędzieszstałprze­demnąz tymuśmie­chemod które­gomięknąmi ko­lanai po­wieszże wca­lenie wy­jechałeśe zaw­szetu byłeśe nicze­gonie straciliśmyzam­knę oczyoczy a gdya gdy je ot­worzęje ot­worzę będzieszbędziesz stałstał prze­deprze­de mnąmną z tymz tym uśmie­chemod które­go mięknąmiękną mi ko­lanami ko­lana i po­wieszże wca­le nie wy­jechałeśŻe zaw­sze tu byłeśŻe nicze­go nie straciliśmyzam­knę oczy a gdyoczy a gdy je ot­worzęa gdy je ot­worzę będzieszje ot­worzę będziesz stałbędziesz stał prze­destał prze­de mnąprze­de mną z tymmną z tym uśmie­chemod które­go miękną mi ko­lanamiękną mi ko­lana i po­wiesz

Kiedyś twier­dziłeś, że zaw­sze będziesz stał za mną murem. Te­raz mówię do Ciebie jak do ściany...Jes­teś daleko A może sie­dzisz obok? Znaczysz dla mnie dużo, Przy To­bie pragnę być sobą. Zam­knę oczy, Gdy je ot­worze chcę Ciebie przy so­bie, Uczuć do­tyk i na­pawać się uśmiechem. Kochać Cię Bar­dziej niż wcześniej. Budzić się przy To­bie i pat­rzeć, jak zasypiasz... Chcę by wie­dział o tym świat, Lecz to będzie nasza słod­ka tajemnica...Bo gdy zam­knę oczy nic nie roz­proszy mnie ;) Kiedy przyj­dziesz po mnie by dłońmi swy­mi na zaw­sze chwy­cić mnie, zam­knę me oczy spokojnie i od­dam Ci siebie w moim os­tatnim śnie. Lecz nie przychodź jeszcze, proszę, dopóki Ona kocha mnie ... * Dla Joan * Są różne rodza­je uśmiechów u ludzi. Są ciepłe i miłe, po­wodujące że ko­lana nam miękną al­bo jest ciepło na duszy, al­bo zim­ne i złośli­we, przez które po ple­cach prze­biega nam zim­ny dreszcz.Uśmie­chała się nie tyl­ko us­ta­mi ale i ocza­mi. Jej oczy świeciły w no­cy jak dwa og­ni­ki rozświet­lając mrok. Jed­nak te­raz zam­knęła je na zaw­sze... tak nag­le... za­cisnęła swo­je po­wieki i odeszła...