zbierasz zapach z mo­jej skóry tuż zza ucha i od­dechem roz­wiewasz włosy chciałam Ci tylko pokazać wie­czor­ne niebo a zamieram ze wzrokiem ut­kwionym w ko­ronie drzew z wyciągniętą do księżyca ręką chłonę rozkoszy pełzające ogniki i zdradzam się dreszczem od­su­wasz się i na ramiona zarzu­casz mi własną kurtkę ob­serwu­jesz księżyc w który wciąż mierzę palcem 


zbierasz-zapach-z-mo­jej-skóry-ż-zza-ucha-i-od­dechem-roz­wiewasz-włosy-chciałam-ci tylko-pokazać-wie­czor­ne-niebo-a-zamieram-ze-wzrokiem
deszczzbieraszzapachmo­jejskórytużzzauchaod­dechemroz­wiewaszwłosychciałamci tylkopokazaćwie­czor­neniebozamieramzewzrokiemut­kwionymko­roniedrzewwyciągniętądoksiężycarękąchłonęrozkoszypełzająceognikizdradzam siędreszczemod­su­waszsięna ramionazarzu­caszmiwłasnąkurtkęob­serwu­jeszksiężycktórywciążmierzępalcem zbierasz zapachzapach zz mo­jejmo­jej skóryskóry tużtuż zzazza uchaucha ii od­dechemod­dechem roz­wiewaszroz­wiewasz włosywłosy chciałamchciałam ci tylkoci tylko pokazaćpokazać wie­czor­newie­czor­ne niebozamieram zeze wzrokiemwzrokiem ut­kwionymut­kwionym ww ko­ronieko­ronie drzewdrzew zz wyciągniętąwyciągniętą dodo księżycaksiężyca rękąręką chłonęchłonę rozkoszyrozkoszy pełzającepełzające ognikiogniki ii zdradzam sięzdradzam się dreszczemdreszczem od­su­waszod­su­wasz sięi na ramionana ramiona zarzu­caszzarzu­casz mimi własnąwłasną kurtkękurtkę ob­serwu­jeszob­serwu­jesz księżycksiężyc ww któryktóry wciążwciąż mierzęmierzę palcem zbierasz zapach zzapach z mo­jejz mo­jej skórymo­jej skóry tużskóry tuż zzatuż zza uchazza ucha iucha i od­dechemi od­dechem roz­wiewaszod­dechem roz­wiewasz włosyroz­wiewasz włosy chciałamwłosy chciałam ci tylkochciałam ci tylko pokazaćci tylko pokazać wie­czor­nepokazać wie­czor­ne nieboniebo a zamierama zamieram zezamieram ze wzrokiemze wzrokiem ut­kwionymwzrokiem ut­kwionym wut­kwionym w ko­roniew ko­ronie drzewko­ronie drzew zdrzew z wyciągniętąz wyciągniętą dowyciągniętą do księżycado księżyca rękąksiężyca ręką chłonęręką chłonę rozkoszychłonę rozkoszy pełzającerozkoszy pełzające ognikipełzające ogniki iogniki i zdradzam sięi zdradzam się dreszczemzdradzam się dreszczem od­su­waszdreszczem od­su­wasz sięod­su­wasz się isię i na ramionai na ramiona zarzu­caszna ramiona zarzu­casz mizarzu­casz mi własnąmi własną kurtkęwłasną kurtkę ob­serwu­jeszkurtkę ob­serwu­jesz księżycob­serwu­jesz księżyc wksiężyc w któryw który wciążktóry wciąż mierzęwciąż mierzę palcem 

zap­roszę Cię kiedyś Kocha­nie do siebie pójdę po dzba­nek i filiżankę a Ty usiądziesz i będziesz jak w niebie od­mierzę Ci ciepłej miłości szklankę wy­pijesz jej łyka ot delikatnie oce­nisz i po­wiesz ja­ki jej smak wiesz prze­cież że dusze nam bratnie bo dzieli nas trochę już wspólnych lat sie­dzisz wciąż cicho i pi­jesz powoli spoglądasz na mnie swym tkli­wym wzrokiem twa ręką wciąż czu­le moją miętoli na­miętność kroczy do nas z urokiem I ten mężczyz­na cały w czerni Krążący uli­cami Wie­czor­ny wrzask no­cy Był wi­doczny od tych kil­ku chwil minionych Wie­czor­ne liście Tańcząc po chodniku Prze­budzo­ne Od­dechem wiat­ru Wie­czor­ny przebłysk księżyca Wzbił się nad sza­re kon­tu­ry miasta Opo­wieści gwiazd Prze­sycały mi głowę Te sa­me miej­sca Przy­ciągają in­ne wspomnienia Po­ran­na mgła lek­ko opływająca po­la Zmuszała powrócić Do te­go nieideal­ne­go świata Lek­ki wiet­rzyk włosy muska mo­je us­ta, two­je usta... Liście lecą z drzew płomieniem zdradzam ci się głosu drżeniem czyś mi ważny czy nieważny, o kim myślę w chwi­li każdej... Łez­ka deszczu nos mój moczy, a ty masz je­sien­ne oczy Ta chwi­la, ułamek sekundy Chłonę Cię... To spoj­rze­nie nieśmiałe Chłonę Cię... Ten do­tyk delikatny Chłonę Cię... Ten po­całunek słodki Chłonę Cię... Twe ręce błądzące Chłonę Cię... Twój od­dech przyspieszony Chłonę Cię... Twe ser­ce dudniące Chłonę Cię... Ta rozkosz Pod­daję się _______________ Nie wiem czy powinnam, a jeśli do­wie się on... ? Artysta, który pragnie poklasku, a skarży się na małe uznanie tłumu, stoi jeszcze w przedsionku sztuki, nie czuje się jej panem, który łask nie żebrze, tylko hojną ręką je na tłum rzuca i nie pragnie podzięki - tej pragnie tylko plebejusz w duchu, jej pragnie tylko dorobkiewicz.Jeśli się dob­rze zas­ta­nowić, zdra­da ma szczególny smak dla jej ofiary. Człowiek za­tapia się w swo­jej ra­nie, roz­koszu­je się własną roz­paczą. I tak jak w przy­pad­ku zaz­drości, głębiej sma­kuje ją ofiara jej kon­sekwen­cji niż sam od­po­wie­dzial­ny za akt.