Zmienić mogę wszystko Us­po­koić jed­nym słowem To, co działo się latami Dzi­siaj wreszcie ro­bi swoje. Mi­mo ty­lu wiosen, pod­knięć liści, ty­lu śniegów, Ty wyt­rwałeś - na nieszczęście. Gdy­by nie - to tak samotnie, ale pewnie. dziś niepew­ność nas pożera, wie­dza o tym, że nie można... może miłość nie wybiera? Bóg doświadcza, trochę bar­dziej, trochę głupiej niż myślałam. Bo da­ruje mi człowieka ale muszę od­dać zaraz.


zmienić-mogę-wszystko-us­po­koić-jed­nym-słowem-to-co działo ę-latami-dzi­siaj-wreszcie-ro­bi-swoje-mi­mo-ty­lu-wiosen-pod­knięć
cariezmienićmogęwszystkous­po­koićjed­nymsłowemtoco działo sięlatamidzi­siajwreszciero­biswojemi­moty­luwiosenpod­knięćliściśniegówtywyt­rwałeś na nieszczęściegdy­bynie  to taksamotniealepewniedziśniepew­nośćnaspożerawie­dzao tymże nie możnamożemiłośćnie wybierabógdoświadczatrochębar­dziejgłupiejniżmyślałamboda­rujemi człowiekamuszęod­daćzarazzmienić mogęmogę wszystkowszystko us­po­koićus­po­koić jed­nymjed­nym słowemco działo się latamilatami dzi­siajdzi­siaj wreszciewreszcie ro­biro­bi swojemi­mo ty­luty­lu wiosenpod­knięć liścity­lu śniegówty wyt­rwałeśale pewniedziś niepew­nośćniepew­ność nasnas pożerawie­dza o tymże nie można możemoże miłośćmiłość nie wybierabóg doświadczatrochę bar­dziejtrochę głupiejgłupiej niżniż myślałambo da­rujeda­ruje mi człowiekami człowieka aleale muszęmuszę od­daćod­dać zarazzmienić mogę wszystkomogę wszystko us­po­koićwszystko us­po­koić jed­nymus­po­koić jed­nym słowemco działo się latami dzi­siajlatami dzi­siaj wreszciedzi­siaj wreszcie ro­biwreszcie ro­bi swojemi­mo ty­lu wiosendziś niepew­ność nasniepew­ność nas pożeraże nie można może miłośćmoże miłość nie wybieratrochę głupiej niżgłupiej niż myślałambo da­ruje mi człowiekada­ruje mi człowieka alemi człowieka ale muszęale muszę od­daćmuszę od­dać zaraz

Nie widziałam cię już od miesiąca. I nic. Jes­tem może bledsza, Trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, Lecz wi­dać można żyć bez powietrza.Trochę popiszę Trochę popłaczę Trochę poskaczę Trochę połajdaczę Pod­czasze pi­janym pod­dy­mem prze­bija pałasze Drętwy­mi drzaz­ga­mi drąży do­liny drwal w mym ciele Oszlaję okrążając ocza­mi os­trza os­tatni­mi dniami Żyję od­dycham kar­mię omdleniami Umieram Budzę się Ok­ry­wam ramionami Byśmy żyli je­dyni ty ja my wtuleni Całymi dniami i nocami Byśmy by­li trwa­li Cza­sem trochę Bar­dziej więcej niż sami Ko­biecie po­noć nie przystoi schlać się upić i zapomnieć ale cza­sem tak ją boli że za­lewa każde z wspomnień Chodzi wte­dy nawalona wiel­ka pa­ni z mądrą głową zaw­sze chciała być chwalona życie stało się przeszkodą Będzie dzi­siaj najpiękniejsza choć tusz tuż pod okiem starty może trochę niedzisiejsza będzie rzu­cać sprośne żarty Z im­pe­tem ko­goś uderzy zapłacze ko­muś koszulę jej tyl­ko bar­dzo zależy by ktoś ją po­kochał czule Wśród pięknej wiosny, wśród ulic radosnych, wy­rusza na łowy - znaw­ca alkowy: bo­hater wier­sza: rzęsis­tek pochwowy. Od­wie­dza ba­ry i restauracje, tu­taj przy­kuc­nie, przyj­rzy się bacznie... Na ko­go dzi­siaj tu zapolować?, by życie przedłużyć, a zdro­wiu pomstować... A chętnych prze­cież jest jeszcze trochę ich myśli wiosen­ne i ta­kie płoche... Tu pachnie wios­na, tu płynie strumyk, O! młodzież niegłupia - używa gumek! Wierzę w czy­nienie dob­ra. Wierzę w uczci­wość. Po­za tym wal­czę ze swoimi pot­wo­rami, jak każdy. Tak sa­mo się boję. Może trochę bar­dziej niż mo­je otocze­nie boję się nu­dy i ba­nal­ności. W ja­kiś sposób doświad­czam ich codzien­nie, więc jes­tem też codzien­nie zmuszo­ny do te­go, żeby w ba­nal­nym od­kryć niebanalne.Przychodzisz naga Kneb­lu­jesz usta Wiążesz ręce Al­bo sta­wiasz szybę Między nami Mogę pat­rzeć Porządać, pragnąć Ale nie wol­no mi  Nic głębiej czuć Mogę dotykać Na odległość Całować słowa Lecz nie użyć ust Mogę być o krok I muszę być krok w krok Ale nie razem Muszę ufać słowu Ale nie wol­no mi Wie­rzyć w czyn