Znów przyszła nies­podziewa­nie, długie rzęsy położyła mu na sercu. Nadzieją bez­senna noc roz­pa­liła wszys­tkie gwiaz­dy a ka­wałki nieba zda­wały się da­wać zgodę, by zna­leźli to, cze­go od daw­na szukali... Siebie.


znów-przyszła-nies­podziewa­nie-długie-rzęsy-położyła-mu na sercu-nadzieją-bez­senna-noc-roz­pa­liła-wszys­tkie-gwiaz­dy
laser showznówprzyszłanies­podziewa­niedługierzęsypołożyłamu na sercunadziejąbez­sennanocroz­pa­liławszys­tkiegwiaz­dya ka­wałkiniebazda­wały sięda­waćzgodęby zna­leźlitocze­good daw­naszukalisiebieznów przyszłaprzyszła nies­podziewa­niedługie rzęsyrzęsy położyłapołożyła mu na sercunadzieją bez­sennabez­senna nocnoc roz­pa­liłaroz­pa­liła wszys­tkiewszys­tkie gwiaz­dygwiaz­dy a ka­wałkia ka­wałki niebanieba zda­wały sięzda­wały się da­waćda­wać zgodęcze­go od daw­naod daw­na szukaliszukali siebieznów przyszła nies­podziewa­niedługie rzęsy położyłarzęsy położyła mu na sercunadzieją bez­senna nocbez­senna noc roz­pa­liłanoc roz­pa­liła wszys­tkieroz­pa­liła wszys­tkie gwiaz­dywszys­tkie gwiaz­dy a ka­wałkigwiaz­dy a ka­wałki niebaa ka­wałki nieba zda­wały sięnieba zda­wały się da­waćzda­wały się da­wać zgodęcze­go od daw­na szukaliod daw­na szukali siebie

Jes­teś moją nadzieją Gdy zaszło słońce Na ko­lej­ny dzień Wszys­tkim cze­go mi brak W bez­senną noc Gdy księżyc nie poz­wa­la Od­począć u Mor­feu­sza Kołyszesz mnie do snu Na pus­ty­ni życia Zna­lazłem oazę Gdzie ser­ce Znaj­du­je cień Jes­teś skar­bem Na dnie oceanu I pływasz Gdzie sza­leje sztorm Syn­drom sztokhol­mski Zakładasz kaj­da­ny Bez­pie­czniej być więźniem Niż zos­tać bosmanem Wolę iść do piekła niż do nieba, gdyż w tym pier­wszym zna­leźli się wszys­cy cieka­wi ludzie.Ciem­na jest noc, Gdy myślę o Tobie. Czy mogłam być lepsza? Dziś się nie dowiem. Bez­senna jest noc, Jes­teś znów w mo­jej głowie. Ty­lu wy­tar­tych słów Za­pom­nieć nie mogę. Jak słod­ka jest noc, Gdy jes­teś znów obok. Niebies­kie niebo Nad moją głową. Wy­tar­te słowa i wy­tar­te wspomnienia, Tyl­ko marze­nia pot­ra­fią zmieniać.znów cię pożeram, ja, modliszka łagod­nie pod­da­jesz się bezbronny ( pan­cerz ochron­ny daw­no spadł ) znam wszys­tkie me­tody miłos­nych tortur, a ty po pros­tu roz­bra­jasz mnie swoją miłością...Bo widzisz, Pa­nie Boże, mi­mo każdej łzy, os­tatnich spoj­rzeń, za­kończo­nych roz­działów i słów, które uniżyły wszys­tkie gwiaz­dy, mi­mo tej każdej rzeczy, ja wciąż wierzę w miłość. A gdy zbliża się ko­niec, żyję z nadzieją, że mo­ja podróż jeszcze się nie skończyła i modlę się o to, aby bez­gra­niczna miłość, jaką do Niego czuję, w ja­kiś sposób mi ją umożliwiła.Roz­ma­wiałam dzi­siaj z księżycem, ku­bek z kawą, pa­pieros, księżyc i ja, czy­li zwykła bez­senna pogawędka. Roz­mo­wa o sta­rych dob­rych czasach... Po­wie­dział mi, że pa­mięta i dzwo­ny kościoła też się odez­wały, bo i one pamiętają. A czy ty pa­miętasz szczęście w moich oczach?