Znów widzę Cię ub­raną w ko­lory sza­rości. Niewinną is­totę dla której świat rzu­ca kłody pod no­gi. Is­totę, której zaw­dzięczam swo­je uoso­bienie. Wy­pełniasz mo­je życie tętnem nieziem­skiego spo­koju. Otaczasz ra­miona­mi cier­pli­wości tak by końce mnie współgrały tworząc całość. Te­raz bez Ciebie w pus­tym, białym od niepa­mięci po­koju sta­wiam swo­je drętwe myśli biegnące ku To­bie. Noc bez dnia. Niepo­liczal­ny czas...


znów-widzę-cię-ub­raną-w ko­lory-sza­roś-niewinną is­totę-dla-której świat-rzu­ca-kłody-pod-no­gi
nikt ważnyznówwidzęcięub­ranąw ko­lorysza­rościniewinną is­totędlaktórej światrzu­cakłodypodno­giis­totę której zaw­dzięczamswo­jeuoso­bieniewy­pełniasz mo­jeżycietętnemnieziem­skiegospo­kojuotaczasz ra­miona­micier­pli­wościtakby końcemniewspółgrałytworząccałośćte­razbezciebiew pus­tymbiałymod niepa­mięcipo­kojusta­wiamdrętwemyślibiegnąceku to­bienoc bezdnianiepo­liczal­ny czasznów widzęwidzę cięcię ub­ranąub­raną w ko­loryw ko­lory sza­rościniewinną is­totę dladla której światktórej świat rzu­carzu­ca kłodykłody podpod no­giswo­je uoso­bieniewy­pełniasz mo­je życieżycie tętnemtętnem nieziem­skiegonieziem­skiego spo­kojuotaczasz ra­miona­mi cier­pli­wościcier­pli­wości taktak by końceby końce mniemnie współgraływspółgrały tworząctworząc całośćte­raz bezbez ciebieciebie w pus­tymbiałym od niepa­mięciod niepa­mięci po­kojupo­koju sta­wiamsta­wiam swo­jeswo­je drętwedrętwe myślimyśli biegnącebiegnące ku to­bienoc bez dniaznów widzę cięwidzę cię ub­ranącię ub­raną w ko­loryub­raną w ko­lory sza­rościniewinną is­totę dla której światdla której świat rzu­caktórej świat rzu­ca kłodyrzu­ca kłody podkłody pod no­giwy­pełniasz mo­je życie tętnemżycie tętnem nieziem­skiegotętnem nieziem­skiego spo­kojuotaczasz ra­miona­mi cier­pli­wości takcier­pli­wości tak by końcetak by końce mnieby końce mnie współgrałymnie współgrały tworzącwspółgrały tworząc całośćte­raz bez ciebiebez ciebie w pus­tymbiałym od niepa­mięci po­kojuod niepa­mięci po­koju sta­wiampo­koju sta­wiam swo­jesta­wiam swo­je drętweswo­je drętwe myślidrętwe myśli biegnącemyśli biegnące ku to­bie

Życie ot­wieram oczy widzę swo­je dłonie po­ruszam palcami Życie oddycham wdech wydech wdech wydech Życie jestem widzę swo­je odbicie w lustrze Życie świat za oknem jest piękny słońce głaszcze mo­je włosy Życie uśmie­cham się do Ciebie jak dob­rze, że jesteś Życie rzu­cam Ci się na szyję -ZOSTAŃ, umrę jeśli odej­dziesz ! Znów piszę o miłości znów to jest dla Ciebie znów myślą o To­bie znów bra­kuje mi Ciebie znów chce Cie mieć przy so­bie znów Kocham Cie na Zaw­sze znów mówię to naprawdę Choć tak często spra­wiam jej cier­pienie, i nie zaw­sze ro­bię to cze­go ocze­kuje, chcę żeby wie­działa, że to jej zaw­dzięczam wszys­tko co mam począwszy od życia do no­wych tram­pek na wiosnę. Wiem, że chcesz dla mnie wszys­tkiego co naj­lep­sze. Dzięku­je Ci za wszys­tko. Kocham Cię ma­mo ! Była Je­go tłem, Lalką ub­raną w ład­ne piórka, Cieniem, bez które­go nikt jej nie widział. Była wiat­rem znad doliny, Pias­kiem pod stopami, La­taw­cem unoszącym się na niebie. Była za­bawką bez sznurków, Bez­ludną wyspą, oazą spo­koju, Śmie­chem i pośpie­chem Je­go życia. Ona i On. Po­dob­ni? In­ni? Szczęśliwi...Aby poz­nać is­totę Bo­ga w Je­go wiel­kości, trze­ba naj­pierw poz­nać is­totę sa­mego siebie w swo­jej małości, ja­ko że nikt nie poz­na Bo­ga, kto wcześniej nie poz­nał siebie.Budzę się ra­no, ot­wieram oczy. Co widzę? Przechod­niów na uli­cach, którzy silą się na uśmiech. Choć cza­sem jest po­nury i sza­ry, zaw­sze spra­wia ty­le:Ra­dości? Nadziei? I widzę też ludzi każdy z nich ma swo­je prob­le­my, pla­ny, marzenia. A jakże rzad­ko widzę dzieci ba­wiące się bez­tros­ko. I wte­dy myślę so­bie, czy to jest świat które­go chcemy. Lecz od­po­wie­dzieć nie umiem...