Znałeś mnie je­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nej strony Uli­ce mok­re od łez przyz­wyczaiły się do sza­rości nieba w Twych oczach Ludzie wciąż myśle­li o tym co za na­mi A ja kryłam się we wzroku za­myślo­ne­go słowika za­du­ma­ne­go nad umiera­niem je­sien­ne­go ko­lo­ru drzew A ja kryłam się w na­gości drzew, które swym smutkiem Przy­niosły wspomnienia Znałeś mnie je­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nej strony A we mnie kwitnął ogród Twej miłości...


znałeś-mnie-­dy­nie-z tej jed­nej-­­nej-strony-uli­-mok­re-od łez-przyz­wyczaiły ę-do sza­roś-nieba-w twych-oczach-ludzie-wciąż
fleurdeliceznałeśmnieje­dy­niez tej jed­nejje­sien­nejstronyuli­cemok­reod łezprzyz­wyczaiły siędo sza­rościniebaw twychoczachludziewciążmyśle­lio tymco za na­mija kryłam sięwe wzrokuza­myślo­ne­gosłowikaza­du­ma­ne­gonadumiera­niemje­sien­ne­goko­lo­rudrzeww na­gościdrzewktóreswymsmutkiemprzy­niosływspomnieniawe mniekwitnąłogródtwejmiłościznałeś mniemnie je­dy­nieje­dy­nie z tej jed­nejz tej jed­nej je­sien­nejje­sien­nej stronystrony uli­ceuli­ce mok­remok­re od łezod łez przyz­wyczaiły sięprzyz­wyczaiły się do sza­roścido sza­rości niebanieba w twychw twych oczachoczach ludzieludzie wciążwciąż myśle­limyśle­li o tymo tym co za na­mija kryłam się we wzrokuwe wzroku za­myślo­ne­goza­myślo­ne­go słowikasłowika za­du­ma­ne­goza­du­ma­ne­go nadnad umiera­niemumiera­niem je­sien­ne­goje­sien­ne­go ko­lo­ruko­lo­ru drzewja kryłam się w na­gościw na­gości drzewktóre swymswym smutkiemsmutkiem przy­niosłyprzy­niosły wspomnieniawspomnienia znałeśznałeś mniemnie je­dy­nieje­dy­nie z tej jed­nejz tej jed­nej je­sien­nejje­sien­nej stronywe mnie kwitnąłkwitnął ogródogród twejtwej miłościznałeś mnie je­dy­niemnie je­dy­nie z tej jed­nejje­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nejz tej jed­nej je­sien­nej stronyje­sien­nej strony uli­cestrony uli­ce mok­reuli­ce mok­re od łezmok­re od łez przyz­wyczaiły sięod łez przyz­wyczaiły się do sza­rościprzyz­wyczaiły się do sza­rości niebado sza­rości nieba w twychnieba w twych oczachw twych oczach ludzieoczach ludzie wciążludzie wciąż myśle­liwciąż myśle­li o tymmyśle­li o tym co za na­mico za na­mi a ja kryłam sięa ja kryłam się we wzrokuja kryłam się we wzroku za­myślo­ne­gowe wzroku za­myślo­ne­go słowikaza­myślo­ne­go słowika za­du­ma­ne­gosłowika za­du­ma­ne­go nadza­du­ma­ne­go nad umiera­niemnad umiera­niem je­sien­ne­goumiera­niem je­sien­ne­go ko­lo­ruje­sien­ne­go ko­lo­ru drzewdrzew a ja kryłam sięa ja kryłam się w na­gościja kryłam się w na­gości drzewktóre swym smutkiemswym smutkiem przy­niosłysmutkiem przy­niosły wspomnieniaprzy­niosły wspomnienia znałeśwspomnienia znałeś mnieznałeś mnie je­dy­niemnie je­dy­nie z tej jed­nejje­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nejz tej jed­nej je­sien­nej stronystrony a we mniea we mnie kwitnąłwe mnie kwitnął ogródkwitnął ogród twejogród twej miłości

Pot­rze­ba lis­to­pado­wych czułości wzma­ga się szczególnie pod­czas zim­nej i mglis­tej je­sieni wraz z wejściem do ciepłego mie­szka­nia. Naj­gorzej jed­nak, kiedy jest ono nieus­tannie puste. /z de­dykacją dla męczącej je­sien­nej chandry/ Możesz czy­tać ze mnie jak z ot­wartej księgi. Może trochę po­dar­tej, w niektórych miej­scach przy­palo­nej i bez pozłaca­nej okład­ki, jed­nak z bo­gatą treścią.Jeżeli już używasz mo­jego wier­sza po­daj auto­ra dzięku­je za uwagę ! Na zielo­nej tra­wie wi­sien­ka­mi się bawię choć skosztuj mej słodyczy a ra­zem będziem krzyczeć w tej dziczy ...;DDD 14.03.2015 Malusia_035 Do­piero od posągów, od drzew i od trawy (...) nau­czyłem się pros­tej, po­god­nej postawy.widziałam in­try­gi I spory przeżyłam miłości boje myślałam że nic mnie nie zaskoczy wte­dy poznałam oczy twoje nau­czyłeś mnie inności ma­lowa­nej pędzla smugami de­likat­nej gamy gra­nej z uczu­cia akordami od­mieniłeś mo­je oku­lary są te­raz pełne miłości zdro­wy scep­ty­cyzm zamieniłeś na burzli­we fa­le radości mówisz że to zwyczajność że tak ludzie żyją ja czy­tałam o tym w książkach a ty nie­chcianą codzenność za­mieniłeś na uczu­cia co żyją *** Dział: Liryki *** Zbig­niew Małecki Nie ma miłości obus­tron­nej. Nie ma wte­dy szcze­rości. Jest to krępujące. Nie ma miłości ab­so­lut­nej i wza­jem­nej. Wte­dy ktoś się wy­cofu­je. Cze­goś nie może znieść. To chy­ba czys­ty egoizm. Chce się kochać bar­dziej niż być kocha­nym. Włas­ne uczu­cie ma coś z włas­nej miłości, czy­jeś uczu­cie jest jak gdy­by wtar­gnięciem we własną miłość.