Zwie­rza­nie się dru­giemu człowieko­wi jest w grun­cie rzeczy jak gra, w której al­bo wszys­tko się przeg­ry­wa, al­bo wyg­ry­wa. Ten dru­gi jest zaw­sze prze­ciw­ni­kiem i dokład­nie tak na­leży go trak­to­wać. Żaden gracz nie kładzie od­kry­tych kart na sto­le. Trzy­ma je w dłoni i wy­biera, które wyrzu­cić pier­wsze, a które zat­rzy­mać do końca.


zwie­rza­nie ę-dru­giemu-człowieko­wi-jest w grun­cie-rzeczy-jak gra-w której al­bo-wszys­tko ę-przeg­ry­wa-al­bo-wyg­ry­wa
isabel abedizwie­rza­nie siędru­giemuczłowieko­wijest w grun­cierzeczyjak graw której al­bowszys­tko sięprzeg­ry­waal­bowyg­ry­waten dru­gijest zaw­szeprze­ciw­ni­kiemi dokład­nietakna­leżygo trak­to­waćaden gracznie kładzieod­kry­tychkartna sto­letrzy­ma je w dłonii wy­bieraktórewyrzu­cićpier­wszea którezat­rzy­maćdo końcazwie­rza­nie się dru­giemudru­giemu człowieko­wiczłowieko­wi jest w grun­ciejest w grun­cie rzeczyrzeczy jak graw której al­bo wszys­tko sięwszys­tko się przeg­ry­waal­bo wyg­ry­waten dru­gi jest zaw­szejest zaw­sze prze­ciw­ni­kiemprze­ciw­ni­kiem i dokład­niei dokład­nie taktak na­leżyna­leży go trak­to­waćŻaden gracz nie kładzienie kładzie od­kry­tychod­kry­tych kartkart na sto­letrzy­ma je w dłoni i wy­bieraktóre wyrzu­cićwyrzu­cić pier­wszea które zat­rzy­maćzat­rzy­mać do końcazwie­rza­nie się dru­giemu człowieko­widru­giemu człowieko­wi jest w grun­cieczłowieko­wi jest w grun­cie rzeczyjest w grun­cie rzeczy jak graw której al­bo wszys­tko się przeg­ry­waten dru­gi jest zaw­sze prze­ciw­ni­kiemjest zaw­sze prze­ciw­ni­kiem i dokład­nieprze­ciw­ni­kiem i dokład­nie taki dokład­nie tak na­leżytak na­leży go trak­to­waćŻaden gracz nie kładzie od­kry­tychnie kładzie od­kry­tych kartod­kry­tych kart na sto­lektóre wyrzu­cić pier­wszea które zat­rzy­mać do końca

Jak naz­wać ten stan, gdy wszys­tko wy­pada Ci z rąk, wszys­tko, co jest dla Ciebie naj­ważniej­sze, co ut­rzy­muje Cię przy życiu i za co mógłbyś je od­dać? Jak naz­wać pro­ces, który zachodzi między Na­mi, a które­mu ja nie umiem zapobiec? Jak Cię zat­rzy­mać? Jak mil­czeć, by nie bo­lało? Jak mówić, by nieść ukojenie? Bez­radność? Bez­radność, to za małe słowo.Kil­ka słów błądzi w mo­jej głowie..tych niewy­powie­dzianych które mogły cię zat­rzy­mać. i cza­sem jak wiatr- umy­kają one nieuchwynie Na ser­cu leżą ciężarem wspom­nienia tych dłoni które nie zdążyły dot­knąć twoich ust ..tak obłędnych ! I wie­czo­rami gdy jes­teś gdzieś.. pra­wie przy mnie po­mimo mo­jej sa­mot­ności i chłodu tej no­cy czu­je twój za­pach jak zap­la­tał się w mo­je włosy. Jes­teś gdzieś... -ale nie tam... gdzie powinieneś.Ja cię proszę, ty nie przychodź. Z chłopa­kiem będę i cho­ler­nie mi na nim za­leży. A ty ta­ka sa­mot­na, jak ta wie­rzba na wyg­wizdo­wie – sta­nowisz kon­ku­ren­cję, od której człowieko­wi du­pa się mar­szczy. Wszys­tkie ba­by się ciebie boją i będą się bały, dopóki cię kto nie zakontraktuje.Wiara jest w grun­cie rzeczy smutną ko­nie­cznością. Gdy­byśmy mog­li mieć wiedzę, nie pot­rze­bowa­libyśmy mieć wiary. Rzecz w tym, że nie możemy mieć wie­dzy. Są rzeczy, które prze­ras­tają możli­wości ludzkiego ro­zumu. Jest światło, które ośle­pia. Tak jest z Bogiem.Wszys­tko, co nas spo­tyka, po­zos­ta­wia śla­dy, wszys­tko przyczy­nia się niepos­trzeżenie do nasze­go uk­ształoto­wania; niebez­pie­czną wszakże jest rzeczą próbo­wać zdać so­bie z te­go sprawę. Sta­jemy się wsku­tek te­go al­bo za­rozu­miali i le­niwi, al­bo przygnębieni i lękli­wi, a jed­no jest równie szkod­li­we dla roz­wo­ju jak dru­gie. Naj­bezpie­czniej jest zaw­sze zaj­mo­wać się tym, co ma­my w naj­bliższym cza­sie do zrobienia. ® by Mrs Vercetti Zaw­sze jed­nak roz­poznaję siły, które mają kształto­wać mo­je życie. Poz­wa­lam im działać. Cza­sem prze­walają się przez mo­je życie jak hu­ragan. Kiedy in­dziej wstrząsają tyl­ko grun­tem pod moimi sto­pami, tak że tkwią później na in­nej ziemi, a wte­dy ktoś lub coś zos­ta­je pochłonięty. Umac­niam swoją po­zycję w cza­sie trzęsienia ziemi. Kładę się i poz­wa­lam, by hu­ragan prze­leciał na­de mną. Nig­dy nie walczę.